Szukaj na tym blogu
Polskie tłumaczenia komiksów i opowiadań ze Zwierzogrodu i nie tylko.
Nowa część w weekendy o 15:00!
Ostatni post
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Etykiety
Święta w Szarakówku - Roz. 2: Świąteczna gorączka - Blueyvs [Polskie opowiadanie]
Pierwsza część Poprzednia część
Nastał nowy dzień w Bunnyburrow. Nad wiejskim gospodarstwem wstawało pomału promieniujące słońce, które mozolnie zmywało z nieba szare i ponure obłoki. Mgła rozpraszała się i była zastąpywana promieniami słońca. Śpiące gospodarstwo pomału wstawało na nogi, pierwsze radosne krzyki były już słyszane w domu.
Nick obudził się dużo później od reszty. Nie pamiętał nawet kiedy zasnął. Miał dziwny sen... Znaczący i o dziwo był on dobry. Śniły mu się święta Bożego Narodzenia, podczas których był on, jego rodzice i ciocia z wujkiem. Przyśnił mu się moment, w którym otrzymał w prezencie drewnianą lokomotywę i kilka torów do niej, mógł dzięki nim tworzyć różne konfiguracje tras po której pojazd mógł się poruszać. Śniła mu się kolacja wigilijna i moment, kiedy zapominał o wszystkich troskach. Liczyła się tylko rodzina. Był to bardzo przyjemny sen - w zasadzie lis nie pamiętał kiedy ostatnio przyśniło mu się coś tak miłego. Zazwyczaj miewał sny bez znaczenia albo przypominał sobie traumatyczne momenty. Pierwszy raz od bardzo dawna chciał zapamiętać ten sen a nie o nim jak najszybciej zapomnieć.
***
Kiedy otworzył oczy wyprostował się na łóżku i jeszcze przez chwilę leżał na nim. Łoże miało bardzo wygodny materac i szczerze mówiąc ciężko mu było się z nim rozłączyć.
"Łóżka mają bardziej miękkie od swojego futra" pomyślał Nick tuląc się w materacu. Gdy przytulał Judy czuł jak miękkie futro mają króliki, ale materac był jeszcze bardziej miękki! To może dlatego Judy tak dobrze się wysypiała?
Leżąc bezczynnie w łóżku Nick słyszał głosy na dole... A raczej kilkanaście głosów. Domyślał się, że przespał moment w którym rodzina Hopps zaczyna swój dzień, ale starał się tym nie przejmować. Gdyby była potrzeba mógł zawsze wyjaśnić to swoim zmęczeniem podróżą.
Lis ostatecznie podniósł się z łóżka, wyjrzał natychmiast przez okno. Teraz mógł podziwiać krajobraz lasu pokrytego przez śnieg, drzewa były pokryte białym puchem aż po same korony, szczerze mówiąc nie widział ani trochę zielonego fragmentu ziemi. Wszystko było pokryte śniegiem. Na podwórku było słonecznie - nocna wichura ustała i teraz na niebie nie było ani jednej chmury. Nick spojrzał w dół, widział Stu, który odśnieżał podwórko z kilkoma starszymi synami. Patrząc na poziom śniegu nie dziwił się. Gdyby tego nie robili mieliby naprawdę duży problem aby opuścić swoją posesję.
Po krótkiej obserwacji lis wstał z łóżka, po czym otworzył szafę, aby wziąć ubrania, które nałoży na dzisiejszy dzień. Swoje wczorajsze ubranie schował od razu do walizki - nie będą mu już potrzebne.
Tym razem lis wybrał zielone dresy z takim samym kolorem koszulę i bluzę.
Po ubraniu się Nick poprawił ubrania na sobie aby upewnić się, że wygląda przyzwoicie.
"Pora zacząć kolejny dzień" pomyślał Nick, po czym otworzył drzwi od swojego pokoju.
***
Tylko jego drzwi były zamknięte. Lis po wyjściu z pokoju rozejrzał się po korytarzu - wszystkie drzwi były szeroko otwarte. Wiedział, że jako jedyny spał - czuł się trochę głupio, spało mu się zbyt dobrze, aby przerywać tak dobry odpoczynek. Szybko zauważył, że trwają świąteczne porządki. Z niektórych pokoi dochodził dźwięk odkurzacza, w niektórych lis widział rodzeństwo Judy, które wycierało meble, bądź wycierało okna. To był naprawdę aktywny dzień dla nich. Schodząc po schodach widział jednak, że nie wszyscy byli pochłonięci przygotowaniem do świąt - najmłodsi bawili się w salonie podzielone na kilka grup, każda robiła coś innego. Mimo wszystkiego zastanawiał się najbardziej jednego - gdzie jest Judy?
Lis zszedł na parter, został natychmiast przywitany przez dzieci, które przekrzykiwały się, aby upewnić się, że gość napewno usłyszy, że został przywitany. Nick uśmiechnął się na ich widok, nie znał ich imion więc pomachał im i pomerdał zachęcająco ogonem aby zwrócić ich uwagę - wiedział, że dzieci uwielbiają jego ogon. Miały słabość do niego.
Nick udał się do kuchni - tam trwały prawdziwe przygotowania. Tutaj pracowali wyłącznie najstarsi. Bonnie stała nad gotującymi się garnkami na ceglanym piecu, dziadkowie lepili pierogi. Przy stole stała Judy, która przygotowywała ciasto.
"Cześć Nick! " Zawołała radośnie Judy widząc swojego kochanego lisa. Zdjęła szybko fartuch i zanim Nick zdążył się zorientować został złapany w jej ramionach. Judy ścisnęła go z całej siły, aż lis poczuł strzelanie kości po czym go puściła. Na tą sytuację zwróciła uwagę Bonnie i dziadkowie, którzy byli zaskoczona entuzjazmem Judy, ale starali się tego nie pokazywać.
"Dzień dobry państwu" powiedział Nick, kiedy złapał powietrza w płuca. Judy wróciła do stołu, nałożyła ponownie brudny w mące fartuch po czym wróciła do ugniatania ciasta.
"Wszystkie lisy śpią aż tyle? Minęło już południe" powiedziała Bonnie odrywając wzrok na chwilę od gotujących się garnków. Nick zaśmiał się nerwowo spoglądając na zegarek powieszony na ścianie - faktycznie, było już kilka minut po południu.
"Oj daj spokój mamo, to pewnie przez tą podróż. Nick nie jeździ koleją, więc pewnie te 3 godziny go wymęczyły" odparła Judy. Nick zbliżył się do niej, oparł się o czystą krawędź stołu i obserwował jej ruchy. Jej małe łapki zgrabnie ubijały brązową, gęsta masę formując ją na placek.
"Ale przynajmniej dobrze spałeś Nick?" Zapytała Bonnie.
"Tak, oczywiście! Szczerze mówiąc dawno nie leżałem na tak miękkim materacu, było świetnie! " Odparł Nick. Aby utwierdzić ją w przekonaniu zaczął prostować się wystrzeliwując ręce do góry i wydając z siebie przyjemny pomruk.
"Na całe szczęście. Jesteśmy już niestety po śniadaniu, więc jeśli chcesz coś zjeść...mamy marchewki...i...marchewki, gdybyśmy wiedzieli, że będziemy mieli gościa..."
"Mamo..."
"Nie ma problemu pani Hopps! Z chęcią poczekam na obiad jeśli trzeba, a tymczasem... Czy mogę jakoś pomóc?" Zapytał Nick. Syta kolacja sprawiła, że mimo upływu kilkunastu godzin Nick nie odczuwał za bardzo głodu. Nie na tyle, aby potrzeba zjedzenia czegoś była pilna. Rozejrzał się po kuchni - wszystkie miejsca były zajęte i nie było dla niego miejsca aby pomóc, ale miał nadzieję, że Bonnie znajdzie mu jakikolwiek zajęcie, w którym mógłby pomóc.
"My sobie damy radę, ale byłoby dobrze jakbyś pomógł dla Stu odśnieżyć podwórko. Ponadto trzeba jeszcze ubrać choinkę na podwórku! Chłopcy napewno będą wdzięczni za twoją pomoc" wyznaczyła zadanie Bonnie. Lis nie był do końca zadowolony z odpowiedzi mamy Judy, gdyż wolał być blisko niej - wczorajsze pytania sprawiły, że Nick wolał trzymać dystans od Stu.
" Chętnie im pomogę " zakomunikował mimo swojej niechęci lis. Wycofał się z kuchni, aby minąć się jeszcze raz z bawiącymi się dziećmi po czym udał się do holu wyjściowego. Nałożył swoją kurtkę po czym udał się na dwór.
***
Na podwórku było zdecydowanie przyjemniej w porównaniu do wczoraj. Pogoda była dużo lepsza, świeciło promieniste słońce, nie było zakrywane przez jakiekolwiek ciemne chmury na niebie a wzrost temperatury powietrza również dawał o sobie znać. Lis pamiętając wczorajszą lekcje ostrożnie stąpał po śliskiej nawierzchni, aby nie upaść już na samym początku tego dnia. Podwórko było już niemalże w całości odśnieżone, to co nie udało im się odśnieżyć zdołały wykorzystać dzieci, które lepiły kolejnego bałwana.
"Nick, uważaj!" Rozległo się nagle ostrzeżenie, ale zanim lis zdążył zareagować poczuł na swoim pysku kule zimnego, sypkiego śniegu która rozbryzła się po całej jego twarzy. W jednym momencie całe jego futro na twarzy zostało pokryte płatkami białego śniegu, część wleciała do jego ust a nawet nosa! To zmusiło, że Nick zamknął oczy i rękoma strzepał nadmiar puchu z twarzy a resztę zlizał. Śnieg szybko stopniał na jego ciepłym języku zamieniając się w pitną, słodką wodę.
"No dobra, kto jest taki śmieszny?" Zapytał Nick ironicznie rozglądając się po podwórku szukając sprawcy tego snieżnego zamachu. Zobaczył po prawej stronie dwójkę małych królików, które teraz tarzały się ze śniegu po udanym strzale w stronę Nicka.
"Całkiem ładny strzał młody" zauważył Nick, kiedy do nich podszedł. Chwilę musiał poczekać zanim dzieciaki chociaż na chwilę się na niego skoncentrują aby mogły go wysłuchać.
"Widzę, że macie wprawę w rzucaniu śniegiem, ale czy wiedzieliście, że istnieje wyjątkowa odmiana śniegu, która jest żółta?" Zapytał lis. Dzieci spojrzały na siebie po czym znowu na Nicka, pomachały przecząco głową.
"To jest smakowy śnieg! Myślę, że napewno chcielibyście go spróbować" powiedział lis.
"Jak ono smakuje?" Zapytał królik.
"Oh, sam go nie próbowałem, ale wy powinniście go spróbować! Podobno składa się z... "
" Panie Nicholasie..." nagle lis usłyszał twardy męski głos - był to Stu. Lis spoważniał, wyprostował się i odwrócił się do niego.
" Proszę nie mówić dzieciom... O żółtym śniegu. Potrafią być łatwowierne" zakomunikował Stu. Nic nie mówiąc wręczył lisowi stalową łopatę i rękawice.
"Spóźniłeś się na odśnieżanie podwórka, ale i tak nie byłeś nam za bardzo potrzebny. Mamy dla ciebie lepsze zadanie" powiedział Stu. Lis z intrygą słuchał ojca Judy - zrobiłby wszystko byle mu zaimponować.
"Jasne, jakie to jest zadanie?" Zapytał ochoczo Nick. Królik nic nie mówiąc pokazał łapą na dach czerwonej stodoły, na której znajdowała się gruba warstwa śniegu. Nick ciężko przełknął ślinę w gardle, wysokość budynku zaczęła stwarzać figle w jego wyobraźni. Ponadto drewniana konstrukcja stodoły nie wyglądała na najbardziej stabilną. Spojrzał ponowie na Stu, który chytrze się uśmiechnął.
" Chyba nie masz lęku wysokości, co? " Zapytał Stu.
"Nie... Chyba nie... " Odparł Nick niepewnie. Nie spodziewał się takiego zadania. Mimo to nie chciał wyjść na tchórza. Wciąż, z lekką niepewnością zgodził się na zadanie idąc za śladami Stu w stronę stodoły.
" Plan jest taki. Z chłopakami podamy drabinę, wespniesz się na niej i zrzucisz śnieg zza nią. Tyle śniegu może poważnie naruszyć konstrukcje dachu, nie chcemy aby się zgniótł pod jego ciężarem. Nie musisz się martwić - to płaski dach więc nie powinieneś z niego od razu spaść" zażartował Stu. Razem z lisem wpatrywał się w dach stodoły, który znajdował się kilka metrów nad ziemią.
"Ale pójdzie pan ze mną, prawda?" Zapytał lis. Stu zaśmiał się krótko klepiąc Nicka po plecach. Nie musiał nic mówić - lis zrozumiał, że jest to misja solo.
"Nic się nie martw, chłopaki dopilnują, aby nic ci się nie stało. Jack, Max! Przynieście drabinę. Nick wejdzie na dach i zrobi robotę" zawołał swoich synów Stu. Chwilę później zza domem pojawiło się dwóch najstarszych synów państwa Hopps - umięśnione króliki ubrane w robocze, zielono pomarańczowe stroje nieśli długą drewnianą drabinę, która również była obsypana śniegiem. Lis w tym czasie przyglądał się konstrukcji stodoły - im dłużej gapił się na zasypany śniegiem szczyt tym wydawało mu się, że znajduje się coraz wyżej! Postanowił nie trafić wiary w siebie. Zacisnął pięści i czekał cierpliwie aż chłopaki postawią drabinę. Przed tym jednak, Jack i Max oczyścili drabinę ze śniegu po czym postawili drabinę tak, że opierała się ona na ścianie budynku.
" Z takimi pazurami nie powinieneś mieć problemu z utrzymaniem przyczepności" zauważył Jack wskazując na długie i ostre pazury lisa u stóp. Nie spodobała mu się uwaga, wysłał poważne spojrzenie, ale nic nie powiedział. Nie gdy Stu był przy nim.
"Działajcie chłopaki. Ja idę napić się herbaty. Przyjdę do was, kiedy zrobicie zadanie" Powiedział Stu. Widząc, że drabina jest już rozstawiona zostawił trójkę chłopaków na podwórku.
***
Jack i Max w tym momencie zapraszali lisa do wejścia na sam szczyt. Wysyłali mu wyzywające spojrzenia, ale lis nie dał się sprowokować. Spróbował nałożyć rękawice - były zdecydowanie za małe na duże łapy lisa. Odrzucił je na śnieg po czym zbliżył się do drabiny. Wręczył łopatę Maxowi, nastąpił prawą nogą na pierwszym szczeblu aby sprawdzić poziom przyczepności. Nie dość, że drabina była sliska to jeszcze zimna!
"Ah! Zimno!" Pomyślał Nick szybko zdejmując nogę z drabiny. Mimo, że stąpał po chłodnym śniegu jakimś cudem ta drabina była dwa razy zimniejsza od białego puchu! Wziął głęboki wdech na uspokojenie, delikatnie postawił stopę jeszcze raz, aby przyzwyczaić się do temperatury i bólu. Po kilku sekundach bolący chłód ustępował, dołożył do tego drugą nogę i prawą rękę. Był gotowy do wspinaczki. Pomału, z bolącym chłodem i problemami z utrzymaniem się powoli piął się ku szczytowi, starał się nie patrzeć w dół, aby przypadkiem nie stracić koncentracji i nie spaść. Im wyżej się znajdował tym bardziej się obawiał, że spadnie, ale ku jego zaskoczeniu udało mu się! Znajdował się tuż przy samym szczycie dachu. Swoimi silnymi tylnymi łapami wybił się od ostatniego szczebla drabiny lądując na miękkim puchu śniegu. Wychylił się delikatnie aby móc wziąć łopatę od chłopaków.
"Rzućcie łopatę!" Zawołał Nick z góry do Jacka i Maxa. Max wszedł na połowę wysokości stodoły i podał narzędzie pracy lisowi.
"Cóż...w razie wypadku koty zawsze spadają na cztery łapy, prawda? Chociaż nie jesteś kotem, ale wiesz o co mi chodzi..." Powiedział Max sarkastycznie kiedy Nick wziął od niego łopatę. Nick parsknął śmiechem na tą złośliwą uwagę, nic nie powiedział. Postanowił zająć się pracą.
Lis strzepał z siebie śnieg, instynktownie spojrzał się w dół - z tej wysokości króliki wyglądały na jeszcze mniejsze! Kręciło mu się w głowie od tego widoku, cofnął się od krawędzi, wziął w łapy łopatę (która teraz obsypana śniegiem bolała w trzymaniu) po czym zaczął zsypywać śnieg z dachu.
***
Tymczasem w kuchni panowała spokojna atmosfera. Każdy zajmował się swoim zadaniem - ze względu na to, że rodzina Hopps jest ogromna, przygotowania trwały całe 2 dni bez żadnej przerwy. Aby wykonać taką ilość jedzenia aby każdemu wystarczyło trzeba było naprawdę poświęcić dużo czasu! Judy zajmowała się przygotowywaniem pierników. Po ugnieceniu ciasta na odpowiednią grubość wzięła z szuflady metalowe foremki, którymi zaczęła wycinać kawałki ciasta w następujące kształty: gwiazdki, marchewki, płatki śniegu i choinki. Robiła to delikatnie - brązowa masa była na tyle puszysta, że nie musiała używać siły , aby foremki zrobiły robotę za nią. W głowie nuciła "Try Everything" spoglądając od czasu do czasu na swojego lisiastego przyjaciela, który chodził po dachu stodoły zsypując biały puch. Wiedziała, że te zadanie zawsze robił jej tata, to było dość niebezpieczne, ale myślała, że Nick sam się zgłosił do tej czynności. Nie podejrzewała nawet, jak było naprawdę...
"Nick napewno jest przystosowany do pracy na takiej wysokości? To dosyć niebezpieczne..." Z myślenia wyrwała ją Bonnie, która odłożyła gotujące się warzywa na blat kuchenny aby za chwilę je pokroić. Zanim to jednak stanęła obok swojej córki przyglądając się jego gościu.
"W Zootopii mieliśmy bardziej niebezpieczne zadania" odparła Judy. Bonnie nie odpowiedziała, cicho westchnęła.
" Co do Zootopii i twojego gościa. Dlaczego nie powiedziałaś nam, że przyjedzie z tobą Nick? Byliśmy tym mocno zaskoczeni...w dodatku wiesz jak dzieci mogą reagować na obecność lisa..." powiedziała Bonnie poważnie. Judy przerwała tworzenie kształtów pierników. Wytarła ręce o swój biały fartuch i odwróciła się w stronę mamy. Widziała troskę w jej oczach.
" Ostatnie dni były naprawdę męczące dla nas, zapomniałam o tym! Mam nadzieję, że nie jest to dla Was wielki problem?" Zapytała Judy. Trochę zmartwiło jej te pytanie, w końcu Nick to był jej przyjaciel!
"Oh, po prostu moglibyśmy się przygotować na jego przyjazd... I wiesz jaki jest twój tata i twoje rodzeństwo. Mieszkając całe życie w naszej małej społeczności może sprawić, że mogą czuć się trochę... Skrępowanie obok lisa " zakomunikowała Bonnie. Judy otworzyła szerzej oczy a jej uszy opadły smutnie. Co to miało znaczyć? Od sprawy dziczenia minęło już na tyle czasu, że sądziła że każdy przestał patrzeć na stereotypy!
"Ale mamo o co ci chodzi? Sprawa dziczenia została rozwiązana rok temu, od tamtego czasu wiele się zmieniło... "
" Ja wiem, ale... Po prostu nie każdego da się przekonać...od tak" Odparła poważnie Bonnie.
" Maluchy nie wydają się być skrępowane..." zauważyła Judy.
" Oni nie rozumieją niektórych spraw Judy i ty dobrze o tym wiesz" przerwała jej Bonnie. Widząc teraz smutne oczy Judy wiedziała, że sprawiła jej przykrość, ale chciała aby córka wiedziała jaka jest wiejska rzeczywistość. Judy nie odpowiedziała. Nie chciała się kłócić z mamą, ale była szczerze rozczarowana jej słowami. Wzrokiem utknęła w jej oczach, ale brakowało jej odwagi aby kontynuować tą rozmowę. Nic nie mówiąc odwróciła się plecami do mamy, zaczęła dalej tworzyć świąteczne kształty na cieście.
***
Tymczasem Nick kończył już odśnieżanie dachu stodoły. Mogłoby się wydawać, że to tylko zsuwanie białego puchu, ale tak naprawdę był to spory wysiłek dla mięśni rąk i nóg. Aby przewalić taką warstwę śniegu trzeba było użyć sporo siły, w dodatku mała łopata nie pozwalała zsunąć dużo śniegu za jednym razem więc lis musiał robić kilka kursów. Przynajmniej dzięki ciężkiej pracy nagrzał się na tyle, że nie przeszkadzał już mu chłód metalu łopaty czy niska temperatura powietrza. Kiedy się to udało odetchnął z ulgą. Puścił zaśnieżoną łopatę a sam przykucnął przyglądając się gospodarstwu z wysokości kilkunastu metrów. Był to naprawdę ładny krajobraz - przed jego oczyma stał dom państwa Hopps, za nim wiły się pola pokryte śniegiem. Obracając się za siebie lis widział biały las, który wciąż mimo wysokości na której znajdował się lis był niepodważalnie wyższy od niego. Nick wziął głęboki wdech - wiejskie powietrze naprawdę było lepsze niż te w Zootopii. W mieście zapachy jedzenia, spalin samochodowych i różnego rodzaju zanieczyszczeń mieszały się ze sobą powodując, że te powietrze było niezbyt orzeźwiające. Tutaj jednak było zupełnie inaczej - do nozdrzy wpadało czyste, leśne powietrze które teraz o tej porze było wyjątkowo zimne dzięki czemu przyjemniejsze. Było tak zimne, że biorąc głębszy wdech odczuwał ból w klatce piersiowej! Mimo to, lis czuł wielką przyjemność z wdychania tak czystego powietrze - wreszcie mógł naprawdę przeczyścić swoje płuca.
Kiedy Nick odsapnął i znowu zaczęło mu się robić zimno postanowił zejść na dół. W tym celu udał się na krawędź dachu i padł na kolana, ale ku jego zaskoczeniu, drabina prowadząca na dół zniknęła!
"Oh, świetnie" pomyślał Nick. Z nadzieją powstał z kolan i udał się na drugą stronę stodoły mając nadzieję, że chłopaki przestawili ją na drugą stronę w czasie kiedy był zajęty odśnieżaniem, niestety tu też jej nie było.
"Jack! Max! Oddawajcie drabinę, natychmiast! Krzyknął Nick, ale jedyne co mu odpowiedziało to echo. Lis szybko zdał sobie sprawę, że nie ma co liczyć na ich pomoc.
"Świetnie, po prostu świetnie" pomyślał poddenerwowany Nick. Przykucnął na dachu, smutno opuścił uszy i popadł w zamyślenie. Najpierw wczorajsze pytania a dzisiaj to. Nieśmieszny żart, który był wredny w stronę lisa, nie musiał zastanawiać się dlaczego to zrobili. Pomału sprawdzało się wszystko o czym tak się zamartwiał. Nie był tutaj najbardziej pożądanym gościem. Było mu przykro, gdyż naprawdę starał się być najlepszą wersją siebie, aby rodzina Judy mniej lub bardziej go zaakceptowali, ale widział, że to było za mało. Dodatkowo musiał to wszystko tłumić w sobie bo nie chciał psuć nastroju Judy, która czuła się dobrze...bo była wśród swoich. Będąc w natłoku myśli lisowi wpadł do głowy pewien pomysł. Powstał z kolan, udał się na tylnią część dachu stodoły. Pod sobą miał dużą warstwę śniegu, widział w tym szansę...
Kiedy Judy skończyła robić pierwszą warstwę pierników zaczęła sprzątać swoje stanowisko pracy - teraz jej miejsce zajmie Bonnie, która będzie kroić warzywa do sałatki. Królik wziął ręcznik papierowy i zaczął ścierać pozostałości po piernikowym cieście i mące, którą wysypała w zbyt dużych ilościach. W trakcie wykonywania tej czynności rzuciła okiem na stodole. Nie widziała na dachu lisa, co ją trochę zaniepokoiło. A jeszcze bardziej poddenerwowało ją to, że nie było obok budynku drabiny!
"Tato, gdzie jest Nick?" Zawołała Judy. Stu w tym czasie kiedy rzekomo Jack i Max mieli pomagać lisowi siedział w salonie popijając herbatę i czytając gazetę.
"Na stodole, zsypuje śnieg z dachu" powiedział Stu.
"Ale nie ma go tam!" Odparła coraz bardziej zaniepokojona Judy.
"Nie ma go?" Zapytał zdziwiony Stu. Odłożył gazetę na bok, aby spotkać się z zaniepokojonym wzrokiem Judy, której stopa zaczęła tupać nerwowo o podłogę.
"Świetnie, naprawdę zostawiłeś go samemu na dachu stodoły aby napić się herbaty?" Zapytała nerwowo Judy.
"Jack i Max nie są obok? Powiedziałem im, żeby mu pomogli" odparł Stu. On również zaczął się niepokoić. A co jeśli naprawdę mogło coś się stać?
"Świetnie, wiesz jacy oni są! A co jeśli zsunął się i...Nick!" Powiedziała nerwowo Judy wyobrażając sobie w głowie czarny scenariusz. Pospiesznie odpięła kuchenny fartuch, który spadł na podłogę po czym szybko nałożyła swój płaszcz i bez zastanowienia wybiegła na dwór.
"Nick!" Zawołała Judy szukając wzrokiem swojego przyjaciela. Nic jej jednak nie odpowiedziało. Na odśnieżonym podwórku dzieci bawiły się bałwanem, były zbyt bardzo zajęte rozrywką aby zwrócić na cokolwiek uwagę. Królik podszedł do stodoły, widziała ślady gdzie stała drabina - jej bracia z premedytacją musieli ją zabrać! Judy przeszła zza stodołę, doszukując się śladów, gdzie mógł podziewać się lis. Zauważyła grubą zaspę śniegu, była pod wrażeniem w jak krótkim czasie Nick zdołał oczyścić dach z takiej ilości śniegu.
" Tu też go nie ma...to gdzie on..." Myślała Judy, kiedy nagle coś wyłowiło się spod śniegu i zaczęło ciągnąć Judy do siebie.
" Ah!" Pisnęła Judy czując jak coś zimnego przyciąga ją w stronę zaspy. Od razu załączył się jej instynkt samoobronny, który nakazał jej użyć swoich silnych nóg, aby kopnąć tą rzecz. Pod wpływem jej uderzenia, warstwa śniegu z czubka góry się zsunął - to był Nick!
"Boże Nick przepraszam! Tak się przestraszyłam..." Powiedziała Judy kiedy się uspokoiła. Podeszła do niego i obejrzała delikatnie jego pysk w którego go uderzyła. Lis najwidoczniej nie poczuł tego za bardzo bo cały czas się śmiał z jej wyolbrzymionej reakcji. Śnieg musiał przyjąć większą siłę uderzenia.
"Ale...ale co ty tu robisz? Spadłeś! Przyznaj się! Nic ci nie jest? Musimy cię obejrzeć!" Mówiła szybko Judy tupiąc nerwowo nogą. Nie wiedziała komu miała bardziej za złe - ojcu, który nie dopilnował sytuacji czy braciom, którzy zabrali drabinę.
"Nie spadłem Judy! A przynajmniej nie bez celu. Ktoś...zabrał mi drabinę kiedy odśnieżałem. Szukałem jakiegoś innego sposobu aby zejść i postanowiłem wykorzystać śnieg który zsypałem. Na szczęście jest go na tyle, że nawet nie poczułem lądowania!" Oznajmił Nick. Judy westchnęła z ulgą. Obawiała się, że mógł coś sobie zrobić, na szczęście skończyło się tylko na jej słabym kopniaku.
" Naprawdę przepraszam Nick za swoich braci...jak widać wśród królików też są dupki. Osobiście z nimi porozmawiam" oświadczyła Judy. Lis uśmiechnął się na chwilę poczym spoważniał. Judy przykucnęła po czym delikatnie wzięła jego pysk i go podniosła aby móc spojrzeć się w jego szmaragdowe oczy.
" Napewno wszystko w porządku Nick? Jeśli coś ciebie boli to po prostu powiedz, nie musisz udawać..."
" Wszystko w porządku...tylko...myślę, że...ekh...po prostu jest mi trochę zimno" odparł lis. Przez chwilę myślał o powiedzeniu o swoich wątpliwościach, ale lisia duma mu na to nie pozwoliła - szybko wybił sobie ten pomysł z głowy. Ponadto radosne oczy Judy - nie chciał ich zasmucić. Judy uśmiechnęła się troskliwie. Pomógła lisowi wstać, po czym delikatnie strzepywała śnieg z jego futra. Robiła to delikatnie, ciesząc się dotykiem jego miękkiego, rudego futra. Kiedy strzepała śnieg z jego ubrań skupiła się na jego głowie. Wprawdzie to był tylko pretekst, aby móc go pogłaskać, cieszyć się jego miękkim futrem - tęskniła za tym uczuciem. Żartobliwie podrapała go za uchem sprawiając, że Nick wydał z siebie pomruk zadowolenia.
"Chodźmy już do domu. Ogrzejesz się przy piecu a ja osobiście pogadam z moimi braćmi..." Powiedziała Judy, kiedy strzepała większość puchu z lisa. Królik dokładnie sprawdził czy nie ma za ubraniem śniegu po czym udali się do domu.
***
Resztę popołudnia Nick spędził w domu. Po incydencie ze stodołą Bonnie kategorycznie zakazała lisowi wyjścia z domu aby pomóc w ubraniu choinki na podwórku, mimo, że ten zapierał się, że nic się nie stało i chętnie pomoże w zadaniu. Widząc całe mokre futro lisa serce Bonnie się martwiło, że może zachorować przez nieodpowiedzialne zachowanie jej synów. Judy wszystko opowiedziała Stu i Bonnie w jaki sposób Nick znalazł się w zaspie śniegu zza stodołą. To co słyszeli jej rodzice negatywnie ich zaskoczyło. Jack i Max zostali natychmiast zwołani do siebie i dostali dość głośną lekcje na temat odpowiedzialnego i bezpiecznego zachowania. A to wszystko na oczach Nicka, który siedząc przy gorącym ceglanym piecu pił gorącą, słodką czekoladę puszczając im sarkastyczny uśmiech widząc ich smutne głowy spuszczone w dół i słuchające nauk rodziców. Judy siedziała obok lisa i również z satysfakcją patrzyła jak jej rodzeństwo dostaje nauczkę. Nie pozwalała, aby ktokolwiek zranił lisa, nawet jeśli ten ktoś był z jej rodziny. Za karę Jack i Max musieli sami ubrać choinkę na dworze a później mieli oczyścić całą kuchnię i wszystkie naczynia, które zostały wykorzystane podczas świątecznych przygotowań. Kara była bardzo surowa, ale jak najbardziej uzasadniona. Po skończonych naukach Bonnie i Stu, Jack i Max podeszli do Nicka i go przeprosili. Mimo, że lis w tej sytuacji najchętniej by wyskoczył z satyrą jak gdyby nic powiedział, że się nic nie stało. Bracia odeszli i zostali wysłani na dwór.
***
Po obiedzie Nick wziął prysznic, aby się ocieplić i zmienił ubrania. Te mokre wzięła Bonnie i powiesiła na suszarce aby je wysuszyć. Lis ponownie usiadł przy ciepłym kominku opierając plecy o nagrzane cegły, które przyjemnie ocieplały jego ciało. Ponownie otrzymał od Bonnie kubek gorącej czekolady i przyglądał się rodzinnej atmosferze w domu Hopps. Sam nie wiedział czemu, ale widok jak wszyscy ze sobą dobrze się dogadują łapał go za serce. Jako lis nie widział dużo dobrych relacji, a zwłaszcza tych grupowych. Widok bawiących się razem dzieci bądź rozmawiającej ze sobą młodzieży było czymś dla niego nowym. Zawsze stał obok takich wydarzeń starając się nie zwracać uwagi na takie relacje a teraz po prostu cieszył się widokiem dogadującej się rodziny.
"Panie Nick, czy może nam pan pomóc?" Zapytała go gromadka dzieci, która zatrzymała się tuż przed jego nosem. Nick z zaciekawieniem przestał popijać czekoladę i odłożył kubek na piecyk.
"Jasne, w czym mogę pomóc?" Zapytał lis. Dzieci nic nie mówiąc wzięli go za łapy i ciągnęli w głąb salonu. Nick był tym trochę zakłopotany, ale nie chciał odmówić dzieciom. Przyciągnęły go aż pod samą choinkę, gdzie na dywanie leżały kredki, markery i rysowanki dzieci. Razem z nimi usiadł na dywanie i słuchał pytania dzieci.
"Robimy zawody w tym kto najlepiej rysuje, ale nie potrafimy wyłonić zwycięzcy! Może pan nam pomóc?" Zapytały małe króliki. Nick zaśmiał się przytakując ochoczo - nie mógł się oprzeć ich dziecinnej radości. Dzieci wręczyły mu kartki ze swoimi dziełami po czym Nick zaczął przeglądać pracę.
"Kategoria rysunki to: Święta" zakomunikowało jedno z dzieci. Nick przytaknął ruchem głowy, uważnie obserwując każde z 7 prac jakie otrzymał. Każde było wyjątkowe na swój sposób: niektórzy tworzyli pracę wyłącznie za pomocą kredek, niektórzy stosowali wyłącznie markery a ci odważniejsi mieszali technikę wykorzystując obydwa narzędzia sztuki. Każda z prac przedstawiała podobny motyw: obrazy przedstawiały całą rodzinę Hopps, za nimi znajdował się tlący się kominek a obok niego choinka wypchana prezentami. Choć lis widział, że obrazy starszych dzieci były wykonane z większą precyzją tak również potrafił zauważyć, że to te mniejsze chciały bardzo wygrać i nerwowo czekały na jego werdykt. Lis nie miał serca wyłaniać jednego zwycięzcy: postanowił zastosować kompletnie kreatywny kompromis.
"Słuchajcie drogie... Króliki. W sztuce nie ma czegoś takiego jak zwycięzka praca. Każda praca ma swój niepowtarzalny, unikalny i wartościowy styl, który sprawia, że wy wszyscy jesteście zwycięzcami..."
"Ale ja bardziej?" Wyskoczyło energicznie jedno z dzieci. Nick zaśmiał się ciepło. Posadził dziecko z powrotem na dywan i pokazał im ich pracę.
"Każde z waszych prac jest wyjątkowe, wszyscy daliście z siebie wszystko i każda z tych prac jest unikatowa. Nie da się w sztuce wybrać zwycięzcy. W sztuce wygrywa ten , kto nie wyjawiając wprost swoich uczuć wyraża to co leży mu na sercu i czuje się z tym dobrze. To jest prawdziwa definicja zwycięstwa" wyjaśnił Nick. Akurat w momencie, kiedy Nick wygłaszał mowę na temat sztuki, przez salon przechodziła Bonnie. Oparła się o ścianę i z tyłu, nie chcąc zwrócić na siebie uwagi dzieci i Nicka słuchała jego słów. Była zaskoczona jego mową. Nie spodziewała się takiej głębokiej, wrażliwej i prawdziwej metafory z ust lisa. A co bardziej ją jeszcze zdziwiło to to jak dobrze porozumiewa się z dziećmi. Właściwie to od wczoraj dzieci były bardzo pozytywnie nastawione do ich gościa - wydawało się, że nie zwracali uwagi na to, że jest lisem. A to ją dziwiło - zazwyczaj to właśnie najmłodsi obawiali się rudych mieszkańców wsi.
" Panie Nick, a co pan chce na te święta? Tak naprawdę? " Zapytało jedno z dzieci. Lis opuścił delikatnie uszy. Otworzył szerzej oczy i westchnął ciężko. Nie chciał za dużo na święta, tak naprawdę wszystko co chciał już ma. Nie marzył o bogactwie, dużym prezencie czy czymkolwiek podobnym - chciał po prostu, aby Judy miała udane święta.
"Ja... Ja po prostu chcę, aby moja przyjaciółka miała udane święta. Nie chcę niczego więcej" powiedział spokojnie Nick. Uśmiechnął się ciepło w stronę dzieci, które z wrażliwości Nicka przytuliły go.
Z tyłu wszystko słyszała Bonnie. Słowa były tak głębokie, że nawet i ona się wzruszyła! Doskonale wiedziała, że chodzi o Judy. W tym lisie było coś, co naprawdę wyróżniało go wśród pozostałych. Był rodzinny, spokojny, ale przede wszystkim i chyba nigdy nie widziała tego w lisach - szczery i wrażliwy. Praktycznie od zawsze były stereotypy o tym, że lisy są złe, kłamliwe i chytre w negatywny sposób. W Nicku nie widziała ani jednej takiej cechy. Może faktycznie nadeszła pora aby zmienić spostrzeżenia...
" Hej, mam świetny pomysł! Narysujcie wspólnie jedną wielką pracę a niech tematem tej pracy będzie: Święta rodziny Hopps. Co sądzicie?" Zapytał Nick. Nie musiał czekać długo na reakcję dzieci, z klasyczną dla nich energią wszyscy byli zachwyceni pomysłem Nicka - każdy wziął po kartce standardowych rozmiarów po czym zabrali się do pracy.
"Mamo, idziesz mi pomóc z tymi warzywami czy nie?" Zawołała Judy z kuchni. Bonnie wyrwała się z zamysłu potrząsając energicznie głową słysząc wołanie córki.
"Tak, kochanie, już idę" odparła mama Judy, obserwując jeszcze przez chwilę Nicka udała się do kuchni. Było jeszcze wiele do zrobienia.
***
Po kolacji Nick udał się do swojego pokoju, wziął swoje nocne ubrania po czym skierował się w stronę łazienki. Przez otwarte drzwi widział Jacka i Maxa, którzy sprzątali razem jeden z pokoi, nie wyglądali na szczególnie zadowolonych. O czymś rozmawiali między sobą mamrocząc, ale lis nie starał się nawet ich podsłuchiwać. A to był dopiero początek ich kary - została im sterta naczyń do umycia! Lis nie ukrywał, że nawet trochę współczuł im kary. Dzisiaj na kolacji był czekoladowy deser, dzieciaki narobiły naprawdę sporo bałaganu na talerzach. Kiedy ich oczy się spotkały w krótkim kontakcie Nick posłał im sarkastyczny uśmiech oznaczające ostatecznie jego zwycięstwo. Mijając ich wszedł do łazienki aby odbyć relaksującą kąpiel.
Po kilkunastu minutach prywatnego czasu w łazience lis wyszedł z pomieszczenia. Jego futro teraz lśniło, a ogon był jeszcze bardziej puszysty - to był efekt jego energicznego wycierania aby był suchy. Był strasznie puszysty! Na chwilę zerknął przez schody na salon - dzieci musiały wziąć jego radę naprawdę do serca, bo mimo dość późnej godziny jeszcze rysowały! Zaśmiał się ciepło na ten widok, udał się do swojego pokoju aby odpocząć. Zamknął za sobą drzwi i poczuł nagle na sobie mocny uścisk. Był zaskoczony, ale kiedy odwrócił się i na wysokości swojej klatki piersiowej zauważył stercząco wysoko królicze uszy - uśmiechnął się ciepło. Była to Judy, która jak widać chciała upewnić się, jak się czuje jego przyjaciel.
"Twój ogon faktycznie jest naprawdę przyjemny w dotyku! Nigdy wcześniej tego tak nie doceniałam jak moje młodsze rodzeństwo" zauważyła Judy, która bawiła się jego ogonem w trakcie przytulania.
"Tak, dzieciaki mają coś w rodzaju obsesji na punkcie mojego ogona" zauważył lis. Judy po chwili puściła go z uścisku wpatrując się w jego szmaragdowe oczy.
" I jak Nick pierwszy dzień na naszej farmie? " Zapytał królik. Obydwoje usiedli na wygodnym łóżku i wpatrzyli się w swoje oczy. Lis widział na jej twarzy nie schodzący uśmiech a jej piękne krokusowe oczy nie pozwalały mu się smucić na ich widok mimo, że to nie był najłatwiejszy dzień dla niego.
"Było całkiem dobrze. Może trochę skok ze stodoły nie był najciekawszą atrakcją... Szczerze mówiąc kiedy byłem na dachu bez drabiny martwiłem się, że skończę jako ozdoba dla budynku!" Zaśmiał się Nick. Judy natychmiast tą sytuację skojarzyła z rozmową z jej mamą na temat jego obecności. Jej uszy opadły a uśmiech zbladł i został zastąpiony neutralnym wyrazem twarzy, nawet trochę zasmuconym. Lis to zauważył, wziął delikatnie jej łapę w swojej objęcia ściskając ją delikatnie.
"Hej, powiedziałem coś nie tak?" Zapytał troskliwie Nick. Od czasu do czasu zerkał na drzwi od jego pokoju - były zamknięte, ale nie na klucz. Niedaleko ich słyszał dziecięce odgłosy, dla dobra Judy nie chciał, aby ktoś przyłapał ich na intymnej chwili.
" Nie, po prostu... Nie przejmuj się moimi braćmi, dobrze? To dupki, nie rozumieją prawdziwego świata... Czasami mam wrażenie, że siedzenie tutaj całe życie ogranicza perspektywę na życie" odparła poważnie Judy. Wprawdzie nie nawiązywała do braci tylko do swojej rozmowy z mamą.
"Cóż, dostali za swoje, więc można powiedzieć, że mamy remis, prawda?" Dodał sarkastycznie Nick starając się poprawić jej humor. Podziałało. Judy uśmiechnęła się delikatnie a jej uszły podniosły się w geście rozśmieszenia.
"Wiesz co, być może masz rację... Ale jeśli coś by było nie tak, powiesz mi, prawda?" Zapytała Judy. Wpatrzyła mu się prosto w oczy - lis był trochę zakłopotany jej pytaniem, nie wiedział, co ma na myśli. Mimo to ochoczo przytaknął kiwając twierdząco głową.
"Carrots, za bardzo się przejmujesz braćmi. Wśród lisów też jest dużo palantów! Nie martw się o mnie, mam się dobrze. Ciesz się czasem spędzonym z rodziną. Z tego co wiem to szykuje się jutro wspólne dekorowanie pierników? " Zapytał ochoczo lis próbując odwieźć Judy od trosk. Królik słysząc wspomnienie o piernikach uśmiechnęła się ochoczo tupając stopą.
"To moja ulubiona część przygotowań! Ale nie myśl, że tym razem uda ci się wywinąć z obowiązków! Będziesz ze mną dekorować pierniki!" Judy uderzając radośnie Nicka w ramię. Ten zaśmiał się mimo, że poczuł ból po tym uderzeniu. Judy zeszła z łóżka i otworzyła drzwi. Zanim jednak wyszła odwróciła się do lisa przypominając o jednej ważnej informacji.
" A i Nick jeszcze jedno. Jutro będzie niespodzianka, nie prześpij jej! Dobranoc Nick... Do jutra" powiedziała Judy, po czym zamknęła za sobą drzwi. Lis popadł w konsternację - jaka niespodzianka? Trochę się jej obawiał, szczególnie jeśli jest to niespodzianka organizowana przez Stu, który nie szczędzi sił na lisie. Mimo to cieszył się, że nie dał poznać po sobie, że to był dosyć ciężki dzień dla niego. Przez chwilę miał moment słabości w której chciał powiedzieć o swoich zmartwieniach, ale ostatecznie uznał, że póki co nie będzie tworzył kłopotu dla Judy.
Tak jak dzień wcześniej oparł się o łóżko i zaczął obserwować gospodarstwo państwa Hopps. Uwagę przyciągała ubrana teraz w kolorowe lampki kilkumetrowa choinka która wysokością była trochę wyżej od dachu stodoły na której znajdował się wcześniej Nick. Wyglądała naprawdę ładnie, a w dodatku soczyście rozświetlała podwórko! Dzięki temu lis szybko zauważył rodziców Judy, którzy rozmawiali o czymś przed wejściem. Lis postanowił się trochę wyprostować aby móc ich dokładniej zobaczyć. Nie wyglądali na spokojnych, a zwłaszcza Stu, który swoją bogatą gestykulacją dłońmi dawał znać o swoich emocjach. Nick szybko zaczął się zastanawiać czy to przedświąteczna gorączka... Czy coś związanego z nim. Dzisiejsze sytuacje dały mu do zrozumienia, że nie wszyscy są zadowoleni z jego pobytu tutaj. Każdy wydawał się być miłym - bardziej lub mniej, ale kiedy lis spuszczał z nich oczy... Czuł to na swoim ciele. Nick starał się nie nakręcać negatywnymi myślami - jutro miała być niespodzianka! Chwilę później Stu i Bonnie weszli z powrotem do domu - skończyli dyskusję. Nick zastanawiał się jaki to był temat rozmowy skoro uznali, że nie będą o tym rozmawiać w domu. Położył się na łóżku, rozmyślał o tym przez chwilę. Stu wyglądał na widocznie niezadowolonego, a Bonnie była dosyć zakłopotana. Może rozmawiali o zachowaniu ich synów? Lis postanowił odpuścić tworzenie kolejnych teorii spiskowych. Zamiast tego postanowił się skupić na miękkim materacu łóżka. Przytulił mocno zimną poduszkę do siebie i zanim się zorientował zasnął.
Labels:
Święta w Szarakówku - Blueyvs
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Wszystkie komiksy
- ¤ Sunderance - TheWyvernsWeaver & BillyBobBaggyBottom & Kulkum (187)
- ¤ The Angel in the Forest - Yinller (113)
- ¤ The Lastingness - Yuki-zakuro (103)
- ¤ Pizza n' pawflix / 99 Probs - Bitchimadorable (39)
- ¤ What a Feast... - 0l-Fox-l0 (21)
- ¤ Aircaida - TalkedPuma6023 (14)
- ¤ Cause I've been thinking - Kit Ray & Coat Wreck (7)
- ¤ Prison Life - Land24 & Nauyaco (6)
- ¤ Wolf's first crime - Kit Ray (4)
- ¤ Death Dealing Outfoxed - Krampuzzz (4)
- ¤ Inter Schminter - Spintherella (4)
- ¤ The Triburrow Chronicles - PerseusToons (1)
- ¤ Savage Company - yitexity (69)
- ¤ Angel i Finnick - Ardi127 (27)
- ¤ The Wilde-Hopps Chronicles - PvtScott (22)
- ¤ Dzień, w którym Cię zabraknie - Ślązak Grzesiek (21)
- ¤ Hybrid Test - Luraiokun (52)
- ¤ Little Things - Qalcove (20)
- ¤ Not Again - The Gory Saint (11)
- ¤ Vendetta Project - Askalin (11)
- ¤ Halo//Horn Effect - IttyBittyKittyTittys (10)
- ¤ Predator City - Jinksa (9)
- ¤ Infection - CharlotteRay (8)
- ¤ The ZPD Files - AAR0NJAY (7)
- ¤ Childhood Memories - Myrza289 (6)
- ¤ I missed You - FeverWildeHopps (5)
- ¤ Komiksy Jaskenator7000 (5)
- ¤ Shocking Developments - Ruffu (4)
- ¤ Agent 087 - RedGlimmer (3)
- ¤ Sense of Duty - As Estrada (3)
- ¤ Broken Life - Link6432 (2)
- ¤ Duplicity - GlumHum & Xzylo (2)
- ¤ Aftermath - JayferDraw (1)
- ¤ Draw Me Close - FinnickAbrenica (1)
- ¤ Forecast - Link6432 & DancingLunarWolves (1)
- ¤ Fairly Odd Zootopia - FairytalesArtist & R101D (38)
- ¤ The Broken Mask - Akiric & Kulkum (27)
- ¤ Chief - Murlik (19)
- ¤ Komiksy autorstwa Eric'a Schwartz'a (7)
- ¤ It's not easy to be a Fox or a Bunny - MurLik & TheDarkShadow (6)
- ¤ When Instinct Falls - Lettup & Kikis-Art-Journey (6)
- ¤ Nirlock - MonoFlax (4)
- ¤ Operation Dinnertime - Rem289 & Aoimotion (4)
- ¤ J - Rem289 & Aoimotion (3)
- ¤ The Secret of Finnick - SuperSmurgger (3)
- ¤ Two Side - Foxtrot (2)
- ¤ Masked - Exalleyx (1)
- ¤ Tying the Knot - Hagfish (1)
- ¤ FoxyTeaser - RobCivecat (1)
- ¤ The Mark - Koraru-san (136)
- ¤ Old and New Friends - Dynoex (30)
- ¤ Morning Call - 0l-Fox-l0 (26)
- ¤ Black Jack - Rem289 & Aoimotion (22)
- ¤ Bella Notte - Peanut.K (12)
- ¤ Confession - Peanut.K (12)
- ¤ Our Dream - Nacchan96 (11)
- ¤ Water Under the Burrows - Mead (11)
- ¤ Hello Bunnyburrow - HyenaTig (10)
- ¤ AIKM - Dogear & Inumimi Moeta (8)
- ¤ Born To Be Alive - Borba (7)
- ¤ The Longest Night - Borba (7)
- ¤ Never Say Goodbye - Borba (6)
- ¤ I Will Survive - Borba (6)
- ¤ Confidential Mission - EzequielBR (6)
- ¤ Team family and the Lobo - Kit Ray (4)
- ¤ An Adventure in Zootropolis - RobertFiddler (4)
- ¤ Partners - Cookie-and-her-foxes (4)
- ¤ It Should Have Been Me - RobertFiddler (2)
- ¤ Meet the Hopps - RobertFiddler (2)
- ¤ Nick's Captive Christmas - Akiric & Kulkum (2)
- ¤ Reunion - Myrza289 (2)
- ¤ Together - As Estrada (2)
- ¤ Young Nick Wilde and Skye - Myrza289 (2)
- ¤ ZPD's Party Night - Borba (2)
- ¤ I Want To Dream Of You Forever - Borba (1)
- ¤ Pazurian kontra Złodziej - Ślązak Grzesiek (1)
- ¤ The White Tiger - R-FakonWolf (1)
Opowiadania
- ¤ Dzień, w którym Cię zabraknie - ŚlązakGrzesiek (19)
- ¤ Opowiadanie autorstwa Michael'a Lught'a (28)
- ¤ Hungry Hearts - Johnsoneer & KungFuFreak (71)
- ¤ Moje (Nasze) nowe Życie - Slowak (33)
- ¤ Tydzień Pełen Wrażeń - ŚlązakGrzesiek & Canvastigate (10)
- ¤ The Tale of Harecules - Zootopia123 (7)
- ¤ Dynamic Dissonance - weatheredlaw (6)
- ¤ Forever - HyenaTig (4)
- ¤ Święta w Szarakówku - Blueyvs (4)
Legenda
¤ - W trakcie tłumaczenia
¤ - W trakcie rysowania
¤ - W trakcie rysowania
¤ - Dawno nieaktualizowane, brak informacji o dalszych częściach
¤ - Wstrzymane bądź niedokończone
¤ - Zakończone
¤ - Wstrzymane bądź niedokończone
¤ - Zakończone
Najpopularniejsze komiksy miesiąca
Born To Be Alive (Cz. 2) - Borba [Tłumaczenie PL]
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
I Will Survive (Przeżyję) [cz. 1] - Borba
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Born To Be Alive (Urodzonym by żyć) [Cz. 1] - Borba [Tłumaczenie PL]
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Komentarze
Prześlij komentarz