Przejdź do głównej zawartości

Ostatni post

Angel i Finnick - Roz. 6 Cz. 1 - Ardi127 [Tłumaczenie PL]

Święta w Szarakówku - Roz. 4 - ost.: Tylko ty i ja - Blueyvs [Polskie opowiadanie]

 

  Spis treści

 Pierwsza część            Poprzednia część

Judy została w stodole sama. Wciąż oparta o traktor patrzyła się w lekko uchylone drzwi od magazynu. Liczyła, że Nick jednak zawróci, zmieni zdanie. Tak się nie stało. Zaczęła płakać. Było zdruzgotana słowami lisa na temat ich relacji. Kiedy Nick wyznał jej miłość była najprawdopodobniej najszczęśliwszym królikiem na świecie. Szybko jej radość została przemieniona w nie do opisania smutek kiedy lis wyjaśnił o czym rozmawiał z jej ojcem. Była przygnębiona odrzuceniem ze strony lisa a z drugiej wściekła na rodziców, głównie na Stu. Zawsze był stereotypowy, a lisów po prostu nienawidził. Od małego wpajał swoim dzieciom nienawiść do tych rudo-białych postaci nazywając je od najgorszych starając się aby wbić do głowy swoim potomkom podobne wartości. Judy jednak taka nie była. Może na początku, kiedy była dzieckiem tak myślała - nie było nic w tym dziwnego, uważała za ojca wzorcowy przykład! Jednak im była starsza tym bardziej widziała jak zaślepiony stereotypami jest Stu, a kiedy spotkała w swoim życiu Nicka zrozumiała, że nie należy oceniać książki po okładce a zwłaszcza lisa! 


"Judy, co się stało? " Dobiegł delikatny żeński głos u boku drzwi. Byli to Bonnie i Stu, którzy udali się na rozmowę z Judy po tym jak widzieli, że wcześniej dyskutowała z Nickiem. Nie musieli się jej pytać o czym - wszystko wiedzieli. Judy podniosła głowę, mimo swojej mokrej twarzy od łez starała się uspokoić, wytarła policzki z łez i wzięła głęboki oddech na uspokojenie. 

"Mamo, tato... Musimy poważnie porozmawiać" powiedziała Judy najspokojniej jak tylko mogła. Założyła płaszcz bardziej na siebie, było jej zimno. Stu i Bonnie spojrzeli na siebie, byli zakłopotani ale chcieli posłuchać co ma do powiedzenia ich córka. 

"Jasne Judy, słuchamy" powiedział Stu. Judy spojrzała na nich - ich troskliwy wzrok powodował, że bała się wyznać całą prawdę na temat Nicka, ale wiedziała, że nadeszła ta pora. Teraz, albo nigdy. 

"Wiem, że chcecie dla mnie zawsze jak najlepiej i naprawdę doceniam to. Zawsze byliście przy mnie nawet jeśli nie zawsze podobały się wam moje pomysły. I takim pomysłem był wyjazd do Zootopii. Również nie byliście do końca z tego zachwyceni, ale ostatecznie zgodziliście się na to abym rozpoczęła tam samodzielne życie. Teraz nadeszła pora na kolejną sprawę w moim życiu, która najprawdopodobniej nie spodoba wam się w ogóle. A tą sprawą jest Nick... Zakochałam się w tym lisie... Kocham go!" Wyjawiła Judy. Przez cały czas wpatrywała się w ich oczy sprawdzając na bieżąco ich reakcję na jej słowa. Oni byli przygotowani na takie słowa, choć oficjalne stwierdzenie Judy zabolało przede wszystkim Stu. Westchnęli ciężko, spojrzeli się na siebie zmartwionym wzrokiem na Judy, która nerwowo tupała stopą i czekała na ich odpowiedź. 

" Judy... Domyślaliśmy się o tym tak szczerze mówiąc... Widać to po waszym zachowaniu... " Dodała niepewnie Bonnie. Judy była lekko zaskoczona jej wyznaniem, nie spodziewała się, że ich chemia jest aż tak widoczna. Mimo tego najbardziej czekała na to co powie Stu. 

" Judy, rozumiem, że jesteś młoda, porywcza i chcesz coś przeżyć nowego w swoim życiu, ale nie wystarczy ci już to co masz? Wyjechałaś do Zootopii, zostałaś policjantką zmieniasz świat na lepsze a tego właśnie chciałaś prawda?" Odparł Stu. Judy westchnęła ciężko kręcąc głową na boki. Wiedziała, że Stu będzie próbował ominąć odpowiedź. 

"Tato, mimo, że doceniam twój wkład jaki wkładasz w naszą rodzinę, zapominasz czasami, że czasy się zmieniają... Twoje stereotypy są przestarzałe i nieprawdziwe" odparła Judy. Stu nie odpowiedział. Spojrzał się na Bonnie która nie udzielała się na ten temat. Mimo, że nic nie powiedziała jej wyraz twarzy zdradzał, że zgadza się z Judy. 

" Judy, tacie chodzi o to, że miłość czasami płata figle i po prostu warto się zastanowić czy te uczucie jest szczere... Skąd pewność, że na pewno go kochasz? " Zapytała Bonnie. 

" Skąd? Wiecie co przeżywałam na początku kiedy przeprowadziłam się do Zootopii? " Zapytała agresywnie Judy. Stu i Bonnie nie odpowiedzieli. Byli zaskoczeni nagłym zmianem tonu córki na agresywniejszy. Nigdy do nich tak się nie odzywała.

"Kiedy się przeprowadziłam bałam się. Bałam się, że nie dam rady. Nie miałam z kim rozmawiać, byłam zupełnie sama. Czy to na mieście czy na komisariacie - nikt mnie nie szanował i nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Nikt we mnie nie wierzył. Codziennie po służbie kładłam się do łóżka błagając w myślach tylko o to aby kolejny dzień był przynajmniej odrobinę lepszy. A kiedy wy dzwoniliście uśmiechałam się, żebyście nie podejrzewali jak było naprawdę. A kiedy dowiedzieliście się, że pilnuję parkometrów i wy ze mnie się śmialiście. Podczas swojego pierwszego śledztwa spotkałam Nicka i wiecie co? Jako jedyny okazał mi wsparcie, miałam z kim rozmawiać komu zwierzyć, z kimś przytulić! Jako jedyny we mnie wierzył i dawał poczucie sensu temu co robię. Jako jedyny był przy mnie cały czas, a ty się mnie pytasz czy jestem pewna swoich uczuć? " Wyznała Judy. Znowu była bliska płaczu, przypomniały jej się ciężkie momenty na początku jej kariery, kiedy praktycznie każdy wieczór wyglądał tak samo. Za każdym razem po służbie była blisko płaczu, nie miała komu wyładować swoich emocji. Przy niej był jedynie pamiętnik.

"Judy, nie wiemy czy ten lis..."

" To nie żaden lis tato! To jest Nick, rozumiesz! Przestań wreszcie traktować go gorzej bo jest lisem!" Przerwała krzykiem Judy. To był pierwszy raz kiedy Judy podniosła głos na rodziców. Byli tym zszokowani, ale nic nie mówili. 

" Nick o wszystkim mi powiedział o czym ze sobą rozmawialiście. Wiem już wszystko. I wiesz co ci powiem? Nie obchodzi mnie co będę robić za 5 czy te 10 lat, obchodzi mnie wyłącznie to co robię teraz! A jeśli będę chciała założyć rodzinę to zrobię to z Nickiem jeśli również będzie chciał! " Zagrzmiała Judy. Jej rodzice byli zszokowani jej słowami. Nie wiedzieli jak zareagować. Poraz pierwszy widzieli Judy w takich złych emocji, była niemalże w furii!

" Judy, myślę, że powinnaś przemyśleć ten związek, albo porozmawiać z nami..."

" Nie jestem dzieckiem tato! Wiem co czuję, wiem czego chcę i czego potrzebuję! Szkoda, że tego nie rozumiesz." Westchnęła ciężko Judy. Wiedziała, że rani swoich rodziców swoimi słowami, ale musiała to zrobić jeśli chce wyznać swoje prawdziwe uczucia wobec lisa. Stu nie odpowiedział. Spojrzał się na Judy, na swoją już dorosłą córkę. Jej słowa o samodzielności i swoim życiu raniły go - czuł, że tym dialogiem odsuwają się od siebie. Bonnie była gdzieś pośrodku sporu - z jednej strony lis w rodzinie to było faktycznie coś, co nigdy się nie wydarzyło wcześniej. Z drugiej strony, jeśli Judy go naprawdę kocha to co jest w tym złego? 

" Rozumiem, że możecie nie podzielać moich poglądów na pewne tematy i czasami z wami się zgadzałam mimo, że to było sprzeczne ze mną. Tutaj jednak tego nie zrobię. Kocham Nicka i chcę z nim być. A jeśli nie potraficie tego zaakceptować...to myślę, że to będą ostatnie święta jakie spędzimy razem" zakomunikowała Judy. Ostatnie słowa zszokowały rodziców. Otworzyli szeroko oczy i spojrzeli na Judy, która zbliżyła się do nich. Mimo to, nie żeby z nimi porozmawiać - minęła ich chłodno i stanęła przy drzwiach.

"Judy, nie mów tak nawet... myślę, że mimo, że to nowa sytuacja dla nas moglibyśmy się przyzwyczaić...w końcu, jeśli to prawdziwa miłość to czemu mielibyśmy wam tego zakazać?" Powiedziała Bonnie. Judy zatrzymała się przy drzwiach, z nadzieją odwróciła się i spojrzała się na Bonnie, która również miała twarz napełnioną nadzieją. Obydwoje spojrzeli się na Stu, który był zaskoczony słowami Bonnie. Myślał, że ona też jest przeciwko.

" Cóż...ekh...ja niewiem. Jeśli ten lis..." Próbował powiedzieć Stu, ale przerwała mu Judy śmiejąc się sarkastycznie. 

"To jest Nick... Nick Wilde tato. Widzę, że nie ma sensu ta dalsza rozmowa, dla ciebie lisy już zawsze będą złe prawda?" Zapytała Judy. Stu westchnął ciężko. Nie potrafił się przełamać. Widział, że Judy miała jeszcze nadzieję, że zmieni zdanie, ale on nie mógł wyobrazić sobie lisa w rodzinie. 

"Tak jak myślałam...dobranoc" powiedziała chłodno Judy. Wyszła ze stodoły. 


***


Nad ranem cały dom spał. Prawie cały. Bonnie po ciężkiej nocnej rozmowie z Judy nie mogła zasnąć całą noc. W przeciwieństwie do Stu, który po wypiciu ciepłej wody położył się i z problemami usnął. Ona jednak nie potrafiła tego zrobić. Kręciła się w łóżku i próbując zmusić się do snu jeszcze bardziej się pobudzała. Cały czas myślała o tej rozmowie. Zastanawiała się nad jednym: jak to możliwe, że ich córka zakochała się w lisie? Od małego Stu wpajał małym królikom nauki o tym, że są złe i należy ich unikać za wszelką cenę. Judy mimo to jakimś cudem przełamała barierę nauki i poznała Nicka, nie posługując się intuicją czy rozumiem, ale sercem i uczuciem. Nie szukała w nim cech, które wiedziała od ojca, ale próbowała dowiedzieć się o nim czegoś nowego. Szukała dowodów na to, że Stu się myli. I udało jej się. Poznała lisa, który jest kompletnym przeciwieństwem tego co naucza Stu. Bonnie widziała jak zachowywał się lis wśród jej dzieci, był naprawdę rodzinny! Po przemyśleniach Bonnie doszła do wniosku jak Judy przełamała barierę lęku. 

"Tak... To się nazywa miłość... To musi być miłość...co myśmy narobili!" pomyślała Bonnie. Uderzyła się ręką w głowie - była teraz zła, że nie zareagowała podczas tej rozmowy w stodole, ale wtedy nie była pewna co do werdyktu. Prawda leżała po środku a ona nie mogła wybrać strony! Kochała zarówno swojego męża i córkę, nie chciała nikogo skrzywdzić. Mimo to, swoim brakiem wyboru skrzywdziła ich obydwu. 


Leżąc w łóżku usłyszała na dole kroki. Była tym zaskoczona - o tej porze każdy jeszcze spał. Spojrzała na zegar znajdujący się na półce nocnej - była 5 AM. Była tym zakłopotana. Kto mógł wędrować po domu o tej porze?

Bonnie cicho wstała z łóżka, aby nie obudzić Stu a sama wyszła z pokoju. W domu było ciemno, jedynym źródłem światła był blask księżyca przebijający się przez odsłonięte okna salonu. Mimo to było dość ciemno, Bonnie musiała uważać aby się nie potknąć. Schodząc po schodach zauważyła dużą postać krzątającą się pod choinką. Bonnie była zaniepokojona, pomału schodziła starając nie wytworzyć żadnego hałasu. Mimo to schody zaskrzypiały - dźwięk spowodował, że postać szybko uciekła spod choinki i stanęła pośrodku salonu. Blask księżyca blado oświetlił postać, był to Nick. Ku zaskoczeniu Bonnie był ubrany, obok siebie trzymał spakowaną walizkę. 

"Nick? Co ty tu robisz o tej porze?" Zapytała zakłopotana Bonnie. 

"Pani Hopps. Moja obecność tutaj jest zbędna, nie będę psuć waszych świąt. Rozmawiałem o tym z panem Stu. Nie będę zajmować wam miejsca" 

"Daj spokój Nick... Zostań proszę..." 

"Muszę iść pani Hopps. Wiem, że lisy powodują u was niepokój... Myślałem, że po tym wszystkim co zrobiłem z Judy dla Zootopii zmienią państwo zdanie... Ale rozumiem. Nie będę na siłę zmieniać waszego zdania" odparł Nick. Udał się do holu wyjściowego, zaczął nakładać swój płaszcz. 

"Nick, posłuchaj... Domyślam się, co powiedział Stu, po prostu musicie zrozumieć... On pochodzi z rodziny gdzie były proste zasady. Drapieżniki były złe. I mimo, że go kocham to wiem, że po prostu ta sytuacja go przerasta i potrzebuje czasu aby to wszystko poukładać w głowie" powiedziała Bonnie. 

"A co pani sądzi na nasz temat? Czy związek lisa z królikiem ma rację bytu? " Zapytał lis. 

" Kiedy to usłyszałam było mi ciężko w to uwierzyć, ale po zastanowieniu myślę, że każda rodzina miała taki okres, gdzie musiała pokonywać bariery... I myślę, że jeśli naprawdę dażycie się uczuciem nie powinniśmy się w to mieszać" odparła Bonnie. Nick uśmiechnął się słysząc jej odpowiedź. Poraz pierwszy słyszał akceptację jego związku z Judy. Z podwórka było słychać warkot samochodu - była to taksówka, którą zamówił Nick. 

" Czyli wyjeżdżasz... " 

" Cieszę się, że chociaż pani to rozumie... Ale nie chcę aby Judy straciła kontakt z wami przeze mnie... Do widzenia pani Hopps, życzę całej waszej rodzinie wesołych świąt" powiedział Nick. Otworzył drzwi i chciał wyjść, ale w ostatniej chwili zatrzymała go Bonnie. Ten był zaskoczony nagłym pociągnięciem rękawa, ale odwrócił się i cierpliwie czekał aż Bonnie zada ostatnie pytanie. 

" Nick, ostatnie pytanie. Jak to się stało, że ty i Judy zbliżyliście się do siebie mimo takich różnic?" Zapytała Bonnie. Nick podszedł bliżej Bonnie, schylił się aby jego oczy były na wysokości jej. 

"Daliśmy sobie szansę" odparł krótko Nick. Wysłał porozumiewawcze spojrzenie po czym odszedł. Wsiadł do taksówki i odjechał. 


***


Nadszedł dzień Świąt Bożego Narodzenia. Cały dom stał na głowie - trwały ostatnie przygotowania. Kuchnia pracowała na jeszcze większych obrotach niż wcześniej, pokoje były czyszczone w najbardziej zakurzonych zakątkach a dzieciaki bawiły się z większą niecierpliwością czekając na moment kiedy będą mogli rozpakować swoje prezenty. Stu z najstarszymi chłopakami jak zwykle robili coś na podwórku. Mimo, że nie był chętny do jakiejkolwiek roboty zmusił się aby w jakikolwiek sposób zapomnieć o nocnej rozmowie. 

W tym wszystkim brakowało Judy. Od czasu nocnej rozmowy nikt jej nie widział. Bonnie martwiła się stanem córki. Nie zeszła nawet na śniadanie! Ona sama nie czuła się najlepiej, była zmęczona - było to spowodowane brakiem snu przez większą część nocy, ale również myślami na temat związku Nicka i Judy. Był to temat na zupełnie nowej płaszczyźnie dla ich rodziny, mimo to słowa Nicka na temat szansy głęboko ją poruszyły. Uważała, że być może Stu powinien zastosować się do tej rady. 


Kiedy minęło południe a Judy nadal nie opuściła swojego pokoju Bonnie była mocno zaniepokojona. To już robiło się niezdrowe. 

"Gdzie jest nasz lisek? On również nie wstał?" Zapytał dziadek. Nie tylko nieobecność Judy była zastanawiająca. Oprócz niej wszyscy się zastanawiali gdzie jest lis? 

"On odjechał... Wypadło mu coś ważnego" odparła Bonnie. Nie chciała mówić prawdy, uznała, że będzie lepiej jeśli nikt nie będzie znały prawdy. 

"Dziwne, tak się dobrze dogadywał z Judy, nagle wyjechał? Zresztą nie mieliście wrażenia, że są czymś więcej niż tylko przyjaciółmi? Może to będzie dziwne to co teraz powiem, ale w swoich objęciach wyglądali naprawdę uroczo! Ciekawe jak to z tymi młodym jest w dzisiejszych czasach..." Powiedziała babcia. Bonnie miała dość powrotu do wczorajszego tematu. Zdjęła z siebie fartuch po czym udała się do salonu aby zobaczyć stan Judy. Po drodze napotkała swoje najmłodsze dzieci, które były wyjątkowo ciche, mimo, że rysowały jak codzień pod choinką. 

"Coś się stało?" Zapytała Bonnie. 

"Mamo, gdzie jest pan Nick? Chcieliśmy pokazać mu pracę, ale nigdzie go nie ma! Wyjechał? " Zapytało jedno z dzieci. Bonnie zesztywniała słysząc te pytanie. Kucnęła przy dzieciach całując każde czule w czoło. 

" On jest... Po prostu musi coś załatwić. Wróci tutaj, zobaczycie " powiedziała Bonnie. Mimo, że dzieci wyglądały jakby uwierzyły nie były do końca zadowolone z odpowiedzi. Bonnie było ciężko na sercu widząc ich zasmucone miny. Nie mogła nic aktualnie na to poradzić. Udała się schodami na górę, drzwi do pokoju Judy były zamknięte. Delikatnie zapukała do środka po czym weszła do środka. 


***


Poczuła ogromną ulgę kiedy zobaczyła Judy leżącą w łóżku. Przez chwilę miała obawy, że Judy mogła zrobić coś głupiego w postaci ucieczki z domu. Widząc jej wczorajsze nerwy nie wiadomo co mogło się wydarzyć. Na szczęście Judy znajdowała się w domu cała i zdrowa. Bonnie usiadła na krawędzi łóżka delikatnie potrząsając Judy próbując ją pobudzić. Ona jednak wzruszyła się i nakryła się kołdrą po same uszy. 

"Judy, jest już południe. Pora wstać" zakomunikowała Bonnie. Ona jednak nie odpowiedziała. Wiedziała, że córka nie będzie chciała z nią za bardzo rozmawiać. Była zmartwiona jej samopoczuciem, ale nie wiedziała jak może pomóc. 

"Wiem, że rozmowa w stodole nie była najprzyjemniejsza, dla nas wszystkich była ona poruszająca... Zarówno dla mnie i Stu. Judy, wiem, że ta sytuacja jest mocno niekomfortowa dla twojego ojca... Ale jeśli naprawdę się kochacie i jesteście pewni, że chcecie ze sobą być nie będę miała nic przeciwko" wyznała Bonnie. Judy nie odpowiedziała. Obróciła się w stronę Bonnie. Miała zapłakany wyraz twarzy - z jej oczy spływały łzy. 

"Nick wyjechał mamo... Nie ma go tu" powiedziała Judy cicho. Bonnie nie odpowiedziała. Przytaknęła ruchem głowy, postanowiła nie mówić o tym, że go spotkała nad ranem kiedy wychodził z domu. 

"Zauważyliśmy Judy, wszyscy to zauważyli. Kochanie, proszę wstań, już coraz bliżej do kolacji... " Powiedziała Bonnie. Judy w ciszy mozolnie wydostała się z łóżka siadając na nim przyglądając się podłodze. 

" Mamo, mogę dzisiaj odpocząć od obowiązków... Wiem, że jest dużo do zrobienia... "

" Oczywiście kochanie. Odpocznij. Te ostatnie dni były wystarczająco dla ciebie męczące" zgodziła się Bonnie. Judy uśmiechnęła się lekko.

" Dzięki mamo. Wiesz, może przejdę się do lasu, przewietrzyć trochę głowę od wszystkiego...postaram się być gotowa na kolację" Judy wstała z łóżka po czym wyszła z pokoju aby wziąć prysznic. 


Bonnie siedziała sama w pokoju, była kompletnie pogubiona w myślach. Chciała aby Judy była szczęśliwa, ale nie wiedziała jak przekonać do tego Stu, który uparcie stał przy swoim stanowisku. Sama wciąż nie była pewna co do ich związku, ale wiedziała, że głównym czynnikiem dlaczego tak myśli jest strach przed czymś nowym. 

Mając cały czas to w głowie postanowiła posłać łóżku Judy, aby odciążyć ją od tego obowiązku. Wyciągała z łóżka po kolei koc, kołdrę oraz poduszkę. Po tym ostatnim zauważyła na łóżku leżący czerwony notes. 

" Judy nigdy się z nim nie rozstaje... Ciekawe co tam zapisuje" pomyślała Bonnie. Judy od czasów bycia nastolatkiem miała przy sobie pamiętnik i zawsze wieczorami coś tam zapisywała. Była to skrajnie intymna rzecz dla Judy - nikomu nie pozwalała tam zaglądać. Nawet rodzicom. 

"Może tam jest coś czego dowiedziałabym się więcej..." Pomyślała Bonnie. Wiedziała, że nie powinna tego robić, ale coś ją namawiało do tego. Domyślała się, że Judy jeśli się o tym dowie będzie zła na nią, ale być może tam był ostateczny dowód jej miłości do Nicka. Korzystając z okazji, że była sama w pokoju postanowiła wziąć notes. Trzymając go w dłoniach wyszła z pokoju córki i udała się do swojego pokoju, drzwi zamknęła na klucz a następnie usiadła na łóżku. 

"Obym znalazła tutaj coś ważnego dla tej sprawy... Czuję się z tym strasznie źle" pomyślała Bonnie. Liczyła na to, że znajdzie twardy dowód, inaczej miałaby w głowie to, że bezpodstawnie naruszyła prywatność Judy. 

Bonnie otworzyła dziennik - na pierwszej stronie była narysowana przez Judy szkic metropolii Zootopii. Od razu się domyśliła, że ten dziennik jest od czasu przyjazdu Judy do Zootopii. Bonnie zaczęła czytać pierwszy dzień z życia pamiętnika:


"Drogi pamiętniku, wreszcie udało mi się zrealizować marzenie! Nie wierzyłam, że mi się uda... Pewnie nikt nie wierzył, ale tu jestem! Leżę w swojej ciasnej i niezbyt eleganckiej kawalerce, ale hej! Trzeba od czegoś zacząć! Poznałam swoich osobliwych sąsiadów, właścicielkę apartamentowca, pochodziłam po okolicy, wszystko tutaj jest... Większe i... Inne. Zootopia jest kilkadziesiąt razy większa od Bunnyburrow i czuję się tutaj jak mała kropka... Początki bywają ciężki, ale nie po to dążyłam do celu całe życie, żeby teraz zrezygnować, prawda? [...]


Bonnie uśmiechnęła się ciepło czytając 1 dzień pamiętnika. Pamiętała jak wychodziła za mąż za Stu - wtedy też było wszystko inne. Ale jak się okazuje nie wszystkie zmiany bywają gorsze - ślub z osobą, którą naprawdę się kocha to najlepsza rzecz jaka może być! 

Bonnie przewróciła kartkę i zaczęła czytać 2 dzień:


" Drogi pamiętniku, 

Za mną pierwszy dzień na służbie. Byłam nastawiona naprawdę pozytywnie, nie mogłam się doczekać kiedy zacznę prowadzić jakieś śledztwo bądź pościg, ale komendant odesłał mnie na parkometry... Byłam najlepszym uczniom na roku, nie wierzę jak mógł mnie tak potraktować! Nawet mnie nie przedstawił reszcie policjantów... Niestety jako początkująca nie mogłam mu nic zarzucić więc zarzuciłam kamizelkę i wzięłam się do pracy. Nawet nie podejrzewałam, że tyle osób nie opłaca biletów! Wystawiłam 200 mandatów do południa! To chyba rekord na komendzie! 


Popołudniu zobaczyłam, że w lodziarni lis chce kupić dla swojego syna loda - chociaż mój strój nie wskazywał na to, że jestem prawdziwym policjantem udało mi się ugadać sprzedawcę lodów i ostatecznie sprzedał im loda! Byłam taka dumna z siebie. Niestety nie na długo. Okazało się, że to nie był syn tylko wspólnik! Razem przerabiali lody na mniejsze sprzedając je w innym miejscu. Jeden z nich nazywa się Nick, tego co udawał syna nie poznałam imienia. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie spotkam ich na swojej drodze, próbowałam aresztować Nicka za nielegalny handel, ale był na wszystko przygotowany! Kiedyś go dopadnę... [...] Wieczorem zadzwonili rodzice, byłam mocno zaskoczona kiedy tata powiedział, że cieszy się, że nie jestem prawdziwym policjantem! Chociaż mogłam się trochę tego po nim spodziewać, on nigdy nie chciał abym była policjantem. Właściwie to nikt w rodzinie nie chciał. Wszyscy woleli abym żyła do końca życia w wiosce sadząc marchewki... Nikt nie rozumie, że mam swoje marzenia! I jeszcze je spełnię, zobaczysz! [...]

Niemniej, muszę iść spać. Do zobaczenia jutro!" 


Bonnie po przeczytaniu tego rozdziału była z jednej strony zafascynowana, dowiedziała się jak poznała się z Nickiem! 

" Pewnie dlatego nigdy nam o tym nie opowiadała " pomyślała Bonnie. Z drugiej strony była smutna, nie wiedziała, że Judy aż tak bardzo odczuwała brak wsparcia ze strony rodziny. Bonnie przewertowała pamiętnik na dzień 7 pamiętnika:


" Dzień dobry pamiętniku! 

To chyba jeden z najlepszych dni w moim życiu! Udało mi się rozwiązać sprawę dziczenia w Zootopii, naprawdę tego dokonałam! Oczywiście zrobiłam to dzięki mojemu przyjacielowi Nickowi, który chyba jako jedyny wierzył we mnie cały czas! Nie mogę uwierzyć, że jeszcze kilka dni temu chciałam go aresztować za oszustwa podatkowe a teraz kiedy na niego patrzę serce mi zaczyna szybciej bić! Czuję, że wreszcie spotkałam kogoś, kto rozumie moje prawdziwe ja i nie patrzy na pryzmat tego, że jestem królikiem! [...]

Dzisiaj była oficjalna ceremonia zakończenia sprawy, a ja podczas niej zaprzysięgłam Nicka na policjanta! To dzieje się tak szybko...Nie mogę się doczekać kiedy opowiem w całości o tej sprawie dziczenia mojej rodzinie! Niestety nie będę mogła wspomnieć o Nicku... Przynajmniej nie w całości. Gdyby się dowiedzieli, że przyjaźnie się z lisem chyba by mnie wygnali! Cóż, będą musieli nacieszyć się skrojoną wersją opowiadania, może nadejdzie dzień... A może po tej sprawie lisy już nie będą traktowane jako ci źli? [...]" 


Bonnie była coraz bardziej wciągnięta w notatki Judy. Dowiadywała się dużo rzeczy i mimo, że wciąż wiedziała, że robi źle cieszyła się i widziała coraz bardziej jak dużo znaczył dla niej Nick. Nie chcąc czytać całości aby zachować przynajmniej szczątkowo prywatność Judy Bonnie otworzyła notes pośrodku i zaczęła czytać kolejną notatkę:


" Drogi pamiętniku, 

Minęło równo pół roku od sprawy dziczenia w Zootopii, dlatego postanowiłam, że ten dzień będzie podsumowaniem wydarzeń w moim życiu niżeli opisem dnia. Zresztą dzisiaj jest niedziela - nic ciekawego się nie działo. 


Zacznijmy od tego, że na komendzie jestem teraz uważana za najlepszą policjantkę. Wszyscy mają do mnie szacunek, mam pierwszeństwo w sprawach (pościgach, śledztwach etc), to naprawdę miłe uczucie! Staram się nie wykorzystywać pierwszeństwa za bardzo... Chyba, że jest to konieczne! Ponadto w samej Zootopii również stałam się dość popularna, mieszkańcy potrafią do mnie podbiec aby zrobić ze mną zdjęcie bądź zdobyć autograf! Nawet kiedy kogoś zatrzymam uciekinierzy nie są źli, przyjmują to nawet z dumą, że zatrzymała ich Judy Hopps! [...]


Co do Nicka... Niewiem co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony jest chytry, jest cwaniakiem grającym na emocjach, sarkastyczny, ironiczny, czasami zachowuje się jak dupek! Z drugiej strony... Jest taki uroczy! Pomaga mi we wszystkim, cały czas mnie wspiera duchowo, słucha mnie cały czas kiedy coś do niego mówię. Zaczynam nawet mu się zwierzać! Przy nim czuję się pewnie, bezpiecznie, ale przede wszystkim... Czuję się sobą! Niewiem czy to dobrze, ale kiedy jestem przy nim czuję motyle w brzuchu, moje tętno przyspiesza a kiedy patrzę na jego usta... Ekh, nieważne! Wciąż nie powiedziałam rodzinie, że to lis - gdyby dowiedzieli się co o nim sądzę powiedzieliby, że zwariowałam! I może tak jest... Ale dla tego rudego pyszczka może warto? [...] "


Bonnie czytając kolejne rozdziały pamiętnika była coraz bardziej zaskoczona jak układała się relacja między Judy a Nickiem. Nie była świadoma jak wielkim wsparciem był dla niej ten niepozorny lis! 

Bonnie teoretycznie wiedziała wszystko co chciała wiedzieć. Ostatni raz przewertowała pamiętnik, otworzyła na jednej z ostatniej stron - zaczęła czytać ostatni wylosowany przez siebie rozdział:


" Hej pamiętniku! 

Zbliżają się święta, nie mogę się ich doczekać, ale również bardzo się stresuję! Otóż chcę, aby te święta były wyjątkowe - namówiłam Nicka aby pojechał ze mną! Od czasu kiedy mieszkamy razem zbliżyliśmy się na tyle do siebie, że uznałam , że powinien spędzić je z większym towarzystwem niż tylko Finnick (z całym szacunkiem dla niego, on też powinien spędzić święta z rodziną!) 

Rzecz w tym, że teraz już wiem co czuję do Nicka... Niewiem czy on czuje to do mnie - jego sygnały są często sprzeczne ze sobą. Jednego dnia kupi mi ciepłą czekoladę do picia, przytula się podczas oglądania filmu, bądź nawet proponuje wspólne spanie (choć JESZCZE się na to nie zgodziłam, czuję lekki dyskomfort z tą myślą) tak drugiego potrafi być zimny i czasami nawet raniący. Oczywiście zapomniałam o jakie uczucie mi chodzi - chodzi mi o miłość :).

Uwielbiam przytulać się w rude futro lisa, jest takie ciepłe i miękkie... Uwielbiam słuchać jego żarty (mimo, że czasami ich nie rozumiem), uwielbiam patrzeć się w jego szmaragdowe oczy, uwielbiam kiedy przytyka mi usta kiedy za bardzo się rozgaduję! Po prostu kocham mojego liska! 

I tu jest problem. Moi rodzice mimo, że zapoznali się z lisem kiedy rozwiązaliśmy sprawę Gary'ego mogą być zaskoczeni tym, że sprowadziłam Nicka. Zresztą, to najmniejszy problem - pewnie i tak się zgodzą. Ale jak wyznam im, że go kocham? Potrzebuje cudu albo niewiarygodnego zbiegu okoliczności, żeby to wszystko dobrze się potoczyło. Może to będzie świąteczny cud? Pewnego dnia widziałam w sklepie jubilerskim naszyjnik z inicjałami "J&N" , od razu wyobraziłam nasze imiona! To byłoby zbyt piękne...ja z tym naszyjnikiem a obok mnie Nick...

Leżę teraz w łóżku samemu pisząc tą notatkę, ale najchętniej utonęłabym w futrze Nicka... Dobranoc pamiętniku, do jutra"


*** 


" Nie martw się Judy, dopilnuję aby ten cud się wydarzył" pomyślała Bonnie kończąc czytać ostatni rozdział. Była teraz pewna jak ważny dla Judy jest Nick. Odetchnęła z ulgą - wreszcie mogła odłożyć dziennik i nawet nie była za bardzo zła na siebie, że przeczytała kilka rozdziałów z życia Judy. Przynajmniej była teraz pewna co powinna zrobić w tej sytuacji. Otworzyła drzwi i wyszła z pokoju - udała się do pokoju Judy aby odłożyć notes i zeszła na dół. Postanowiła porozmawiać na samym początku z Judy. Szybko się zorientowała, że jej nie ma. 

" Gdzie jest Judy?"

" Powiedziała, że idzie do lasu na spacer. Chyba nie spała całą noc, wyglądała na naprawdę zmęczoną...ciekawe czy na to związek z wyjazdem Nicka" odparła Suzanne - była to niewiele młodsza siostra Judy. Bonnie postanowiła zatem zmienić plan działania. Zamiast porozmawiać z Judy uznała, że musi tym razem zamienić słówko ze swoim mężem, Stu. 


*** 


Wyszła na podwórko i skierowała się do stodoły, jej uchylone drzwi wskazywały, że musi tam przebywać jej mąż. Prześlizgnęła się przez lekko uchylone drzwi i widok, który zastała mocno ją zaskoczył. Stu nie był ubrany w swój roboczy strój tak jak zwykle, był ubrany w dresowe spodnie i szarą bluzę. Na masce traktora leżało kilka fotografii, którym z nostalgią przyglądał się Stu. 

"Kochanie, co ty robisz?" Zapytała Bonnie. Stu nie odpowiedział. Westchnął cicho poprawiając skrzywione fotografie. Bonnie była zaskoczona jego zachowaniem, zbliżyła się do niego, stanęła obok niego i była zakłopotana widząc ich rodzinne zdjęcia. 


"Od małego była trochę... Inna, prawda?" Przerwał głuchą ciszę Stu pytając się swojej żony o opinie. Bonnie wiedziała, że chodzi o Judy. Szybko rzuciła okiem na każde ze zdjęć - odstęp między nimi wynosił 3-4 lata, wzruszyła się widząc jak każde z jej dzieci dorastało na swój wyjątkowy sposób. Judy wraz z wiekiem miała na sobie więcej gadżetów związanych z policją, aż na ostatnim zdjęciu, które leżało przed ich oczyma - stała z certyfikatem ukończenia akademii policyjnej. Niektóre z fotografii były robione w salonie ich domu a niektóre przed domem. Z czasem kiedy rodzina się powiększyła nie było miejsca na wszystkich członków rodziny w jednym pomieszczeniu. 

"Kochanie, myślę, że nie powinieneś tego tak nazywać" odparła Bonnie. 

"Bonnie, ale jak można to inaczej nazwać? Tylko jej nie pasowało życie na naszej wiosce, tylko ona chciała żyć w wielkim mieście jaka jest Zootopia, tylko ona chciała być policjantką, tylko ona związała się..." Powiedział Stu, nie zdołał dokończyć ostatniego. Opuścił głowę w dół i westchnął ciężko. 

"Ale z drugiej strony nie uważasz, że to jest piękne, że Judy udało się spełnić swoje marzenia? Stu, nasza córka spełniła swoje marzenia, a to chyba się liczy najbardziej, prawda?" Zapytała Bonnie. Stu podniósł wzrok na jej oczy - widział w niech dumę, której sam nie mógł w sobie znaleźć. Był za bardzo zaślepiony tradycjami i przywiązaniem do wiejskiej ziemi. Z drugiej strony wiedział, że Bonnie ma rację - ich córka nie bała się sięgnąć po swoje marzenia i to się liczy najbardziej. 

" Ekh... Masz rację kochanie... Po prostu wiesz jaki jestem. Kiedy żyjesz w takiej małej wiosce całe życie ze swoimi rodzicami myślisz, że wszystko co nowe jest złe, wiesz jak to jest z marzeniami Bonnie... Nie wszystkie się spełniają. Owszem, jestem szczęśliwy, że Judy się udało, ale jak była mała pamiętasz jak się cieszyła, kiedy wygrywała olimpiady z wiedzy o prawie i mówiła, że zostanie policjantką? Tak się o nią martwiliśmy, baliśmy się jej powiedzieć, że to praktycznie nie możliwe... Ale udało jej się! " 

"Tak, pamiętam, to było jeszcze za czasów kiedy była dzieckiem! Pamiętam jak się zastanawialiśmy jak jej powiedzieć, że powinna przestać o tym myśleć... Dobrze, że postanowiliśmy tego jednak nie zrobić" westchnęła Bonnie z nostalgią. Judy była naprawdę trudnym dzieckiem. Miała ciągle głowę w chmurach, żyła marzeniami, nikt nie potrafił jej przemówić do rozumu, że to niemożliwe. Dobrze, że jednak tak się stało. 

" Bonnie... Czy my... Czy ja w tej sytuacji jestem tym zły? Czy jestem barierą między Judy a szczęśliwym życiem? " Zapytał poważnie Stu. Bonnie nie odpowiedziała od razu. Podeszła bliżej do Stu i delikatnie go objęła kładąc głowę mu na ramieniu. 

" To nie tak Stu, że jesteś tym złym. Mimo, że Judy to doskonale rozumie, ty też musisz zrozumieć, że Judy nie jest już dzieckiem z marzeniami o byciu policjantem, jest dorosłym królikiem, który jak my decyduje o swoim życiu. Zresztą czasy się zmieniły Stu, związki międzygatunkowe nie są czymś nowym a motyw złego lisa dawno wyszedł z mody!  Zresztą, nie chcesz mi powiedzieć, że nie widzisz tej miłości między Nickiem a Judy? Pamiętasz jak my byliśmy młodsi? To były czasy..." Westchnęła Bonnie. Stu zaśmiał się słysząc wspominkę o ich miłości w latach młodości. Nigdy nie mówili o tym dzieciom, w skrócie można powiedzieć, że nie zachowywali się wzorcowo w tamtych latach. 

"Ah, pamiętam jak podkradałem marchewki z piwnicy i uciekałem nocą z domu aby spotkać się z tobą kiedy rodzice się nie zgadzali...i byliśmy tylko we dwoje... Piękne to były czasy" zaśmiał się Stu przypominając co go potem czekało w domu. W pewnym okresie dostawał naprawdę dużo kar w domu, mimo to było warto. 

"My też robiliśmy rzeczy, które się nie podobały naszym rodzicom. Oni też nie chcieli żebyśmy się spotykali, mówili, że za bardzo się różnimy. Nie posłuchaliśmy się. Dzięki temu mamy naszą wspaniałą rodzinę. Można uznać, że słusznie przekroczyliśmy barierę którą narzucili nasi rodzice, prawda?" Zapytała Bonnie wskazując na fotografie rodzinne pokazując kilka ich pokoleń. Stu uśmiechnął się promiennie widząc ich zdjęcia. 

" Nigdy nie postąpiłbym inaczej. Kocham cię Bonnie" powiedział Stu całując swoją żonę. 

"Ja ciebie też Stu" odparła Bonnie odwzajemniając pocałunek. Stali tak przez kilka chwil trzymając się za dłonie wpatrując się w zdjęcia. Byli poruszeni nimi, głęboka refleksja na temat pokonywania barier sprawiła, że od bardzo dawna mieli okazję docenić jak wielkie mieli szczęście, że ich drogi życiowe się spleciły. 

"Heh, to będzie zabawne mieć w rodzinie lisa... Napewno będzie się wyróżniał na rodzinnych zdjęciach" zaśmiał się Stu. I faktycznie miał rację - Nick z pewnością ze swoim wzrostem byłby najwyższą postacią na fotografiach rodzinnych. 

" Czyli zgadzasz się ? " Zapytała Bonnie ostatecznie. 

"Myślę, że nie chcemy powtórzyć błędów naszych rodziców, prawda? Zresztą Judy i Nick są na tyle dorośli, że sami wiedzą czego chcą. Kto wie, może za kilka lat również będziemy myśleli o tej rozmowie jako najlepszej decyzji..." Odparł Stu. Bonnie zaśmiała się a na jej oczach pojawiły się łzy. Udało jej się! Przekonała swojego męża do zmiany decyzji w tak ciężkiej dla nich sprawie! Bonnie uścisnęła swojego męża jeszcze raz z całych sił. Sam Stu nie miał pojęcia jak Bonnie była z niego dumna. Przełamał stereotypy którymi od małego kierował się w życiu! 

" Dobrze, tylko gdzie jest Nick? Śpi, czy jest w ... "

" Wyjechał. Powiedział, że nie chce przeszkadzać nam w świętach i że będzie lepiej jak wróci do Zootopii " odparła szybko Bonnie. 

" To moja wina... Może niepotrzebnie tak dosłownie mówiłem co sądzimy o tej sytuacji... " Westchnął ciężko Stu. Jego uszy odpadły smutno na dół przyglądając się ostatniemu zdjęciu na którym Judy trzymała dyplom z akademii policyjnej. 

" Nie chciałeś  aby tak wyszło..." 

"Czasami żałuję, że jestem w momentach słabości aż tak szczery... Chociaż może wiem jak to naprawić, zabierz te zdjęcia Bonnie" powiedział Stu. Z nowo narodzoną energia zaczął zbliżać się do wyjścia ze stodoły. 

"Stu, gdzie ty idziesz?" Zapytała zakłopotana Bonnie. Szybko zebrała fotografie i podążyła za mężem, który zwinnym marszem wyszedł ze starego magazynu. 

Pospiesznie udał się do garażu, w którym stało ich rodzinne auto. Szybko wskoczył do środka i przekraczając klucz w stacyjce i krótkim oczekiwaniu samochód wreszcie odpalił. 

" Ale Stu, dokąd ty się wybierasz? " Zapytała Bonnie. Otworzyła drzwi od kierowcy i zakłopotana wpatrywała się w Stu. 

" Ja sprawiłem, że Nick nas opuścił więc sprawie również, że do nas wróci! "

" On już być może jest w Zootopii... "

" A nawet jeśli jest już w Zootopii! Ściągnę go, choćby niewiem co! " Powiedział poważnie Stu. Bonnie uśmiechnęła się ciepło, widok pewnego siebie i wiedzącego co robi męża podobał jej się - właśnie dlatego wyszła za niego. Za jego charyzmę, odwagę i pewność siebie. Nic nie mówiąc pocałowała go w policzek na drogę.

"Dobrze, tylko jedź powoli, drogi mogą być oblodzone" powiedziała Bonnie. 

" Nie martw się, będę ostrożny. Nie czekajcie z nami na kolację , niewiem kiedy wrócimy... Do zobaczenia" odparł Stu. Bonnie zamknęła drzwi a Stu wyjechał z misją w kierunku stacji kolejowej w Bunnyburrow. 


*** 


Judy w tym czasie maszerowała po lesie tocząc intensywną dyskusje w myślach. Na dworze było całkiem zimno, ale Judy była odpowiednio ubrana. Miała na sobie swój płaszcz, na dłoniach ciepłe rękawice a dodatkowo dostała od babci ręcznie szyty pomarańczowy szalik. Królik myślał jedynie o sytuacji z nocy, o rozmowie z Nickiem i swoimi rodzicami. Wyznanie miłości Nicka wiele znaczyło dla niej i była szczęśliwa, że lis czuje to samo co ona. Tak naprawdę miłość między nimi udzielała się już od dawna i na komendzie plotki były już od dawna, ale oni sami nie ingerowali się w to... A przynajmniej nie z premedytacją. Jej szczęście szybko zostało zamienione w żal i rozczarowanie kiedy lis uznał, że dla jej dobra wycofa się i pozwoli jej znaleźć ukochanego z którym będzie mogła założyć własną rodzinę. 

"Ale ja już znalazłam taką osobę! Dlaczego Nick nie może być królikiem... Albo ja lisem... Moja rodzina dałaby spokój..." Myślała Judy, kiedy przypomniała słowa Stu. Wiedziała, że to głównie on odpowiada za stereotypowe podejście do lisów rodziny - on głównie opowiadał historie o złych, chytrych i samolubnych lisach. Wiedziała, że tata nie chce zrobić jej krzywdy, mimo to, swoją ślepotą i strachem powodował, że nieumyślnie ją krzywdzi. Stała nad bardzo trudnym wyborem. Rozstanie się z rodziną byłoby dla niej bardzo trudne, ale wiedziała, że Nick z pewnością pomoże jej przez to przebrnąć. Z drugiej strony na samą myśl, że miałaby odciąć się od swojej wspaniałej króliczej gromady z którą spędziła większość życia łzy napływały jej do oczy i cicho szlochała wycierając nos o pomarańczowy szalik. Mogła jeszcze odrzucić Nicka jako kochanka i pozostać jako przyjaciele, jednakże wiedziała, że taka relacja nie miałaby racji bytu. Jak mieliby niby spojrzeć sobie w oczy i mówić, że są tylko przyjaciółmi? Jak mogliby spać mając pomiędzy sobą ścianę i wmawiać sobie, że nie chcą zasnąć w swoich objęciach? 


Po spacerze Judy wytrzepała buty ze śniegu przed wejściem do domu po czym weszła do środka. Od razu uderzył ją podmuch aromatycznego, ciepłego zapachu posiłków przygotowywanych w kuchni. Nie potrafiła się jednak tym cieszyć. Odłożyła wyjściowe ubrania na wieszak po czym udała się do salonu aby się trochę ogrzać. Usiadła przy rozgrzanym piecu i obserwowała bawiące się przy choince swoje młodsze rodzeństwo. Ich widok sprawił, że wybór między rodziną a Nickiem stał się jeszcze trudniejszy i wymagał świątecznego cudu, aby podjąć właściwą decyzję.

"Co się dzieje Judy? Wyglądasz na załamaną. To ma pewnie związek z Nickiem, prawda? " Zapytała Suzanne. Judy westchnęła ciężko, jej uszy oklapły ciężko za tył jej głowy. 

"To bardzo skomplikowane Suzanne. I szczerze mówiąc tylko z rodzicami powinnam o tym rozmawiać..." 

"A właśnie co do rodziców, mama chciała z tobą porozmawiać, to było chyba coś ważnego... Jest w twoim pokoju, uznała, że posprząta za ciebie" poinformowała Suzanne. Judy uznała, że nie ma nic do stracenia i, że gorzej być nie może. Podziękowała za informację po czym udała się schodami na pierwsze piętro. Skierowała się w lewą stronę korytarza i zapukała do otwartych drzwi swojego pokoju - w środku znajdowała się już Bonnie. 


" Judy, jak dobrze, że jesteś! Musimy poważnie porozmawiać" powiedziała Bonnie, która siedziała na jej posłanym łóżku. Wyglądała jakby już dawno skończyła sprzątać jej pokój a teraz po prostu siedziała tutaj i czekała na jej przybycie. Judy niepewnie weszła do środka, Bonnie pokazała gestem dłoni aby zamknęła za sobą drzwi. Judy była jeszcze bardziej tym zakłopotana, ale nic nie mówiąc wykonała jej polecenie. Od razu zauważyła, że na biurku znajdował się jej dziennik, który zazwyczaj chowała pod poduszką. 

" Mamo czy ty brałaś mój pamiętnik?" Zapytała z nutą nie zadowolenia Judy. 

"Kochanie usiądź, musimy porozmawiać" powtórzyła spokojnie Bonnie. Judy wstrzymała się od komentarza, posłusznie usiadła naprzeciwko swojej mamy. 

" Judy powiedz mi tak naprawdę, jak bardzo ci zależy na Nicku?" Zapytała Bonnie. Judy westchnęła ciężko, początkowo nie patrzyła się w oczy mamy, dopiero jak ta podtrzymała jej podbródek aby unieść jej głowę nabrała na tyle odwagi aby to zrobić. 

"Bardzo mi na nim zależy mamo! Tak naprawdę to jedyna osoba w Zootopii przy której czuję się naprawdę dobrze... On mnie rozumie, wspiera, wierzy we mnie! Często przytulam się do niego... Jego miękkie rude futro jest tak uspokajające dla mnie... Mamo, kocham go, ale was również kocham... Nie potrafię wybrać... To jest za ciężkie dla mnie..." Westchnęła Judy. Bonnie nie odpowiedziała. Wstała z łóżka po czym wzięła leżący na biurku pamiętnik Judy. Ona spojrzała się na pamiętnik i jej brwi opadły do dołu, nie lubiła gdy ktoś brał jej rzeczy bez pozwolenia a w szczególności jej pamiętnik! 

"Judy, to co usłyszeliśmy w nocy było prawdziwym szokiem. Zarówno dla mnie jak i dla Stu. Tak naprawdę to początkowo nie wierzyliśmy, że mówisz to na poważnie. Dopiero po czasie dotarło do nas, że to jest prawda. Mimo to, postanowiłam zrobić coś co tobie się napewno nie spodoba, a mianowicie przeczytałam twój pamiętnik... " Przerwała Bonnie czekając na reakcję Judy. Ona z kolei była zarówno zawstydzona (co jako dowód był rosnący rumieniec) a także złość. Szybko wyrwała pamiętnik z łap Bonnie kładąc go obok siebie. 

"Mamo! Wiesz przecież, że są to prywatne rzeczy! Jak mogłaś..." 

"Wiem Judy, przepraszam! Wiem, że postąpiłam źle, ale chciałam sprawdzić czy to co mówisz było prawdziwe a nie pod wpływem emocji... Przeczytałam kilka dni... I teraz już wiem. Wiem, że kochasz tego lisa i chcesz z nim być! I wiesz co? Zgadzam się na to, nie mam nic przeciwko" powiedziała Bonnie. Oczy Judy otworzyły się szeroko na jej słowa. Była wyraźnie zaskoczona słowami matki. Czy właśnie dała pozwolenie na jej związek z lisem? 

"Mamo... Czy ty mówisz to naprawdę?" Zapytała z niedowierzaniem Judy. Bonnie zaśmiała się krótko widząc reakcję córki. Delikatnie objęła policzek Judy swoją dłonią. 

" Oczywiście Judy. Mówię w stu procentach poważnie. Jesteś już dorosła i wiem, że wiesz czego ty chcesz. A jeśli chcesz być z Nickiem to dlaczego powinnam ci tego zabraniać? Zresztą, każdemu się należy szansa..." Odparła Bonnie przypominając słowa Nicka. Judy pisnęła radośnie po czym rzuciła się w ramiona Bonnie ściskając ją z całych sił śmiejąc się radośnie. Bonnie odwzajemniła uścisk. 

"Dziękuję mamo! Naprawdę dziękuję! Ale... Co z tatą? On nadal pewnie jest przeciwko temu, prawda?" Zapytała Judy. Bonnie nie odparła. Początkowo chciała wyznać, że on też się zgadza, ale uznała, że będzie lepiej jeśli córka porozmawia o tym sama ze Stu. Nie chciała psuć niespodzianki.

"Myślę, że powinnaś o tym porozmawiać z ojcem sama" 

"A gdzie jest tata?" 

"Pojechał... Załatwić pewną rzecz. Wróci dopiero wieczorem. " Odparła Bonnie. Mimo, że nie wyznała całości sekretu widziała, że nastrój Judy znacznie się polepszył. Jej uszy były wyprostowane, nie leżały już na jej głowie a jej wyraz twarzy nabrał radosnej barwy. Ponownie przytuliła mamę cicho się śmiejąc. 

" Przynajmniej ty nas rozumiesz! Dziękuję... " Westchnęła Judy. Bonnie słysząc te słowa westchnęła z ulgą. Była tak szczęśliwa tą wiadomością, że widocznie zapomniała o tym, że Bonnie przeczytała jej pamiętnik. 

"Nie musisz dziękować kochanie. Grunt żebyś była szczęśliwa. A teraz przygotuj się na kolację kochanie, jest jeszcze dużo do zrobienia" poinformowała Bonnie. Razem z córką wyszli z pokoju w dużym lepszym nastroju.


*** 


Tymczasem Nick siedział na stacji kolejowej w Bunnyburrow oczekując na swój pociąg do Zootopii. Miał duże szczęście, gdyż udało mu się zakupić ostatni bilet na pociąg którym chciał pojechać. Punktualnie transport miał zjawić się na peronie o 10 z rana, ale przez wyjątkowe trudności w komunikacji lis czekał już prawie 5 godzin na przyjazd pociągu! Zdawało się być mu to wszystko jedno. Po tak nieudanym pobycie w Bunnyburrow nie liczyło się dla niego nic innego niż tylko czekać na pociąg aby wreszcie zakończyć ten rozdział świąteczny i wrócić do stałego życia w Zootopii jako funkcjonariusz policji. Wiedział jednak, że nic nie będzie już takie samo. Bo jak niby mógł współpracować Judy wiedząc, że są w sobie zakochani? Jak będzie mógł spojrzeć na jej urocze oczy i uszy wiedząc równocześnie, że nigdy nie będą jego? Te myśli przekuwały jego serce na wskroś, najchętniej by zapomniał o całym tym wyjeździe. Niestety nie było to możliwe. Poraz pierwszy w życiu chciał aby nie miał racji a jego mroczne myśli się nie sprawdziły. Niestety było kompletnie na odwrót. Wszystko, czym się martwił się sprawdziło! 


Na stacji oprócz niego znajdowało się mnóstwo innych pasażerów, którzy z większą lub mniejszą cierpliwością oczekiwali na przyjazd pociągu. W większości były to króliki, które miały większą część rodziny w Zootopii, mimo to znajdowało się jeszcze kilka innych ssaków na stacji, ale nie było żadnego lisa. Nick nawet się nie przejmował czy ktoś na niego patrzy, czy wyróżnia się wśród tłumu. Miał to gdzieś. Siedział na ławce opierając głowę ręką oglądając rolki ZooToku słuchając na słuchawkach muzyki. Od czasu do czasu spoglądał na tablicę informacyjną aby sprawdzić ile zostało mu oczekiwania na pociąg, za każdym razem czas opóźnienia był dodawany. 

"Świetnie, jeszcze okaże się, że w ogóle stąd nie wyjadę! Ah Judy, dlaczego musisz być tak hipnotyzująca..." Pomyślał Nick. Westchnął ciężko, podniósł głowę wysoko do góry zamykając uszy. Dlaczego znowu życie go tak brutalnie potraktowało? Bycie lisem nigdy nie było łatwe, ale ten cios zabolał jakoś szczególnie mocno. 

Kiedy siedział z zamkniętymi oczami z wyłączoną muzyką w słuchawkach słuchał wrzawy, która panowała wewnątrz stacji. Ilość głośnych dźwięków która brzmiała naraz była przytłaczająca nawet dla lisa, który żył w wielkim mieście. Może to było spowodowane echem, które roznosiło się po całym budynku i powodowało, że wszystko było dużo głośniejsze niż się wydawało. Mimo tego wśród tego chaosu potrafił wyłapać znajomy męski głos, który jakby wydobywał się z drugiego końca stacji. Lis początkowo nie chciał ufać własnym uszom, zdawało mu się, że przypomina za bardzo rozmowę ze Stu. Potrząsnął energicznie ruchem głowy, starając się myśleć o czymś innym. Głos jednak się nasilał z każdą sekundą. Wstał z ławki i rozejrzał się po stacji. Wśród masy ruszających się królików z torbami i walizkami zauważył po drugiej stronie korytarza tego jednego, ważnego królika. 

"Stu?" Pomyślał z niedowierzaniem Nick. Przymrużył oczy ze zdziwienia - to był naprawdę on! Ich oczy mimo tego, że ciągle przed nimi ktoś przechodził utknęły w sobie. Nick był szczerze zakłopotany tym spotkaniem - czego mógł chcieć ojciec Judy? Niepewnie wziął swoją walizkę i zaczął zbliżać się w stronę królika, ten zrobił to samo. Spotkali się po środku stacji zatrzymując się w okolicy metra od siebie. Spojrzeli sobie w oczy. Nick był zakłopotany spotkaniem i nie wiedział czego po nim się spodziewać. Z kolei Stu ze wstydem patrzył się na oczy lisa - było mu strasznie głupio jak postąpił i jak nakrzyczał na lisa mówiąc stereotypowe rzeczy o nim.. choć wydawało się to być takie proste, nie potrafił powiedzieć od razu, że go przeprasza. 

"Pan Hopps... Czy coś się stało?" Zaczął rozmowę Nick widząc, że Stu brakuje słów. 

"Nick, ja... Ja nie miałem rację co do pewnych spraw..." Zaczął niepewnie Stu. Nick postawił walizkę obok i zaczął słuchać. Wiedział, że to będzie kolejna poważna rozmowa na której będzie musiał dobrze wypaść. Swoją drogą, był zaskoczony jak wiele poważnych dialogów odbył w czasie tych 2 dni... 

"... Co ja mówię, w ogóle nie miałem racji! Kierowałem się regułami, których nauczyli mnie moi rodzice a ja starałem się te nauki powielać swoim dzieciom! Pochodzę z typowej wioskowej rodziny, gdzie lisy zawsze były uważane za złe... Sam mieszkam w Bunnyburrow, gdzie praktycznie każdy zna każdego i nie miałem pojęcia... O tym wszystkim. Możliwe, że te stereotypy już dawno nie są aktualne, a co gorsza być może nigdy nie były! Chciałem dla Judy jak najlepiej, chciałem ją chronić od wszystkiego co złe, dlatego nie chciałem aby wyjeżdżała do Zootopii, dlatego nie chciałem aby została policjantem, bo się o nią bałem, że coś się jej stanie! Mimo to nie posłuchała się mnie... I to było chyba najlepsze co mogła zrobić. Chcę powiedzieć Nick, że żałuję tego co powiedziałem wczoraj i że cię przepraszam za to wszystko co cię u nas spotkało. I mimo, że jesteśmy tak różni na zewnątrz, tak w środku wszyscy jesteśmy tacy sami i bylibyśmy szczęśliwi, gdybyś był w życiu Judy... Jako jej partner" powiedział Stu. Nick był w szoku słysząc słowa Stu. Czy on żartował? Jeszcze wczoraj z śmiertelną powagą mówił o całkowitym braku szans na ich związek a dziś go przeprasza i zmienia zdanie! To było tak abstrakcyjne, że Nick nie wiedział jak zareagować! 

" A co z założeniem rodziny panie Hopps? Też o tym myślałem i ma pan po części rację... "

" Dopiero teraz zrozumiałem, że nie jesteście już dziećmi i, że wiecie czego chcecie...a co do zakładania rodziny, każde pokolenie pisze swoją historię... Pora na waszą kolej. Daliście sobie szansę, dlaczego my nie możemy wam jej dać? Poza tym, kto wie, może lis z królikiem na zdjęciu wcale nie musi wychodzić tak strasznie?" Zapytał żartobliwie Stu. Nick był poruszony słowami ojca Judy. Lis zaśmiał się i przytulił Stu unosząc go do góry. Królik był trochę zaskoczony jego nagłym ruchem, ale odwzajemnił uścisk na tyle na ile pozwalały jego dłonie. 

"Ah, dziękuję panie Stu! Nie wierzę, że mówi to pan naprawdę, ale jeśli tak to dziękuję i mogę obiecać, że będę najlepszym partnerem jakiego Judy może mieć! " 

" Mówię absolutnie poważnie Nick! Nie wiedziałem, że lisy potrafią być tak wrażliwe..." Zauważył żartobliwie Stu kiedy lis puścił go. 

" Nie wie pan wielu rzeczach o nas! Ale spokojnie, mogę zapewnić, że są to rzeczy które pana pozytywnie zaskoczą" odparł Nick. 

" Mam nadzieję. A teraz już chodźmy, nie chcemy przecież spóźnić się na kolację, prawda? " Zapytał Stu. Nick przytaknął. Wziął swoją walizkę i razem udali się w stronę parkingu stacji. 


*** 


W czasie drogi panowały nieprzyjazne warunki atmosferyczne. Kiedy Stu z Nickiem wracali zaczął wiać dość silny wiatr a w dodatku zaczął znowu sypać śnieg! W dodatku robiło się coraz ciemniej, niebo zaczęło się ściemniać a w połączeniu z obfitymi opadami śniegu widoczność była naprawdę ograniczona. To jednak nie przeszkadzało Stu aby gnać przez lekko zaśnieżoną drogę na tyle ile pozwalał jego samochód trzymając się wewnętrznej strony jezdni aby mieć jak największą przyczepność. 

" Wow, teraz wiem skąd Judy ma takie umiejętności w prowadzeniu samochodu! Wszystkie króliki tak dobrze prowadzą czy po prostu to u was rodzinne?" Zapytał w czasie jazdy Nick pochwalając Stu w stylu w jakim prowadził samochód. Mimo swojej prędkości jego ruchy były powolne, płynne, ale przede wszystkim precyzyjne. To wszystko powodowało, że mimo śliskiej nawierzchni Stu wymijał wolniejszych kierowców bez większego problemu. 

"Dziękuję za pochwałę Nick! Bonnie zawsze narzeka na to, że jadę za szybko, miło dla odmiany jechać z kimś kto docenia adrenalinę! A co do pytania - mój dziadek brał udział kiedyś w rajdach, jak widać pozostałości jego talentu zapisała się w naszych genach" odparł Stu. Nick był pod wrażeniem. Judy nigdy nie opowiadała że ma w rodzinie kierowcę rajdowego! 

"Ma pan szczęście, że nie jestem na służbie! Mógłbym wręczyć ci na prezent mandat za przekroczenie prędkości!" Powiedział Nick żartobliwie na co Stu docisnął więcej gazu powodując, że obydwoje zostali dociśnięci do foteli pojazdu. Nick z niepokojem spojrzał na deskę rozdzielczą - licznik wskazywał już 160km/h! 

"Panie Hopps, nie mam pewności czy aż tak nam się śpieszy..." 

"Boisz się? Haha, kolejna rzecz której nie wiedziałem o lisach! No dobrze dobrze, może masz rację, za bardzo się popisuję " odparł Stu śmiejąc się. Mimo to uznał rację lisowi - być może faktycznie próbował za bardzo szczycić się swoją jazdą. Mimo, że znajdowali się na prostej, praktycznie pustej i równej drodze pędzenie z taką prędkością nie było najmądrzejszym pomysłem. Zwolnił pedał gazu a samochód po chwili spowolnił do w miarę rozsądnych prędkości. 

"Proszę tylko tego nie mówić Judy, nie chcę kolejnego powodu aby się ze mnie nabijała" poprosił Nick. Stu przytaknął ruchem głowy. Pojazd wciąż poruszał się powyżej ograniczenia prędkości ale nie na tyle aby lis miał powód do zmartwień. Wpatrując się w swoją walizkę przypomniał sobie o jednej rzeczy. 

"Czy po drodze będziemy mogli się zatrzymać?" Zapytał lis. 

"Zatrzymać? Ale po co? Jeśli się zatrzymamy spóźnimy się na kolację!" Odparł Stu. 

"Muszę się przebrać..." 

"Przebrać? Przecież dobrze wyglądasz..." 

"Niby tak, ale Judy mówiła, że macie tradycję która polega na eleganckim stroju podczas świątecznej kolacji... Przyzna pan, że przyjście w dresach na taką uroczystość nie przystoi?" Zapytał Nick wskazując na swój dość luźny ubiór. Otworzył walizkę i przyjrzał się swojemu kompletowi garniturowemu, który od początku wyjazdu skupiał uwagę Nicka. 

"Ah Judy, chciała żebyś wyglądał idealnie dla nas... Dobrze Nick, przebieraj się tutaj" poinformował Stu. Lis był zakłopotany tym co usłyszał, miał zrobić to podczas jazdy? 

"W sensie tutaj... Tutaj?" 

"No weź Nick, nigdy nie przebierałeś się podczas jazdy autem? " Zapytał Stu. Lis pokręcił przecząco głową. 

" To będzie zatem twój pierwszy raz, przebieraj się , nie mamy czasu do stracenia" powiedział Stu. Nick jednak dąsał się. Skakał wzrokiem między Stu a swoim garniturem, nie był pewny co do jego pomysłu. 

" Nie jestem pewien czy mogę to zrobić... Przy panu... "

" NALEŻYSZ DO RODZINY HOPPS CZY NIE?!..."

" TAK JEST, SIR! JUŻ SIĘ ROBI! " Z żywiołem odparł lis na równie energiczne pytanie Stu, szybkim ruchem zdjął spodnie prezentując swoje pomarańczowe majtki z wzorkami marchewek. 

" Majtki z marchewkami? " Zapytał zakłopotany Stu gdy zwrócił na to uwagę. Twarz lisa pokryła się rumieńcem gdy starał się zakryć swoją bieliznę - nie udało mu się to ani trochę. 

"Prezent od..." 

"Ah, mogłem się domyślić! Będę musiał się do tego przyzwyczaić..." Odparł Stu. Oderwał wzrok od bielizny lisa i skupił się na drodze. 


*** 


Tymczasem dom państwa Hopps był niemalże gotowy. Tak naprawdę kolacja była już przygotowana - stół był pokryty białym obrusem, na nim stały już przygotowane naczynia dla każdego a na samym środku znajdowały się tradycyjne wigilijne dania. Na zewnątrz było już ciemno, widniał tylko srebrny księżyc. Wszyscy przygotowywali się do kolacji - mężczyźni ubierali białe koszule, bądź garnitury a ci najbardziej leniwi mieli na sobie swetry. Damy natomiast były ubrane w białe mundurki bądź sukienki. Każdy w swoim pokoju ubierał się aby podkreślić jak ważna jest to uroczystość. 

Ci ubrani zjawili się przy swoim miejscu na stole oczekując na tych, którzy potrzebowali odrobinę więcej czasu na wyjście. Ci najmłodsi z niecierpliwością oczekiwali na moment w którym będą mogli zjeść uroczystą kolację a następnie udać się pod choinkę aby otworzyć swój prezent - ich uwaga była skupiona wyłącznie na nich. I nikt nie miał do tego pretensji - byli zbyt mali aby docenić to co naprawdę liczyło się w świętach. I mimo, że oni tego nie wiedzieli, dorośli doskonale zdawali sobie z tego sprawę. 


Ostatnią postacią, która wyszła ze swojego pokoju była Judy. Ubrana w błyszczącą żółtą sukienkę, z dodatkami żółtych kwiatów na niej oraz na swoich uszach ułożonych w turban wyglądała wręcz olśniewająco. Kiedy schodziła ze schodów wszystkich uwaga była skupiona wyłącznie na niej. Widząc ją wszyscy zamilkli - podziwiali jej niezwykle wyróżniający się i bijący pięknem ubiór. Na twarzy samej Judy widniał lekki uśmiech - mimo, że się uśmiechała (widząc zapewne reakcje swojej rodziny) tak w oczach była widoczna tęsknota za kimś bliskim. Judy stanęła przy swoim miejscu na stole, miejsce naprzeciwko jej było puste, i kiedy królik spojrzał się na te puste miejsce uśmiech na jej twarzy zwiędł i zawitała tęsknota. 


Wszyscy czekali jeszcze na Stu - nieobecność gospodarza domu mocno dziwiła rodzinę i szczerze mówiąc nawet trochę niepokoiło. Nikt nie widział tego królika od samego rana! 

"Stu spóźni się, ma jedną rzecz do załatwienia...zacznijmy kolację" zakomunikowała Bonnie. Przed kolacją jednak wszyscy zaczęli składać sobie życzenia. Ze względu na to, że rodzina Hopps była bardzo liczna składanie życzeń trwało dosyć długo. Była jednak to część kolacji, której nie można było pominąć. 

W tej kwestii nie było ustaleń kto komu składa najpierw życzenia - panowała tu zasada kto pierwszy ten lepszy, a że najbliżej zawsze było do osoby, która siedziała obok życzenia najpierw składało się tej osobie. Takim sposobie Bonnie zaczęła od Judy, w której widziała tą tęsknotę w oku. 

"Judy... Życzę ci samych sukcesów w ZPD, żeby każdy dzień w Zootopii był udanym dniem, szczęścia, pomyślności... Życzę ci, żebyś tworzyła udany związek z Nickiem... I żebyś nie musiała rozdzielać się od naszej rodziny" powiedziała Bonnie. Mówiąc szczere życzenia do jej oczu zaczęły zbierać się łzy, sama nie wiedziała dlaczego. Zazwyczaj to Stu był emocjonalnie wrażliwy na tą części kolacji, tym razem coś ją głęboko poruszyło. Judy widząc reakcję mamy uśmiechnęła się ciepło i przytuliła ją delikatnie. 

"Oczywiście, że nie zamierzam rozdzielać się od was! Kocham was! Tobie mamo również życzę szczęścia, zdrowia i sukcesów... I żebyś nie musiała się martwić czy twoje dzieci podejmują dobre decyzje " odparła Judy. Bonnie uśmiechnęła się ciepło za życzenia i podziękowała. Mimo to wciąż widziała, że Judy tęskni za lisem. 

" Chciałabyś, żeby Nick tu był, prawda?" Zapytała Bonnie. Judy nie musiała odpowiadać, aby dać do zrozumienia co czuję. 

"Judy..." Zaczęła Bonnie, ale przerwało jej głośne pukanie do drzwi, które przerwało całą ceremonię. Wszyscy zwrócili uwagę na otwierające się drzwi, w których stanął Stu a obok niego... Nick! 

"Dobry wieczór państwo Hopps!" Powiedział żywo Nick, wychodząc z holu na jego elegancko ubraną w garnitur posturę spadło ciepłe światło podkreślając jego elegancki ubiór. Jego szmaragdowe oczy spotkały się z zaskoczonymi krokusowymi oczami Judy, która z niedowierzaniem patrzyła się na lisa. 

"N... Nick? " Zapytała wciąż w oszołomieniu Judy. Zbliżyła się do niego pomału występując na środek salonu. Wszyscy zamilkli. Byli wpatrzeni w parę, która stała na środku salonu - byli skupieni wyłącznie na sobie.

" Ty... Wróciłeś? Ale sam powiedziałeś... " Mówiła częściowo Judy gubiąc się w tym wszystkim. Tego było za dużo, nawet na nią! Nie wiedziała jak połączyć wątki a wzruszenie widząc ulubionego lisa sprawiło, że brakowało jej słów mimo, że brała głębokie wdechy na uspokojenie. 

"Wiem Judy co mówiłem! I nawet nie wiesz jak mnie to bolało gdy to mówiłem! Judy, wiesz, że wiele przeszedłem w moim życiu, ale fakt, że nie mogę być z tobą to był cios, który odczułem wyjątkowo mocno... Nie mogłem się z tym pogodzić, ale chciałem zrobić to dla twojego dobra..." 

"Więc dlaczego..." Zaczęła niepewnie Judy, kiedy obok lisa stanął jej ojciec klepiąc go po plecach. 

"Judy, dużo razy mówiłem, że powinnaś przestać marzyć o byciu policjantem. Dużo razy mówiłem, że nie powinnaś jechać do Zootopii. Tak wiele razy się myliłem! Jak dobrze, że nie posłuchałaś się starego, głupiego królika! Mówiłem tyle złych rzeczy na temat lisów... Między innego tego co tutaj stoi... " Przerwał na chwilę Stu wpatrując się w oczy Nicka. 

" I tutaj też byłem w błędzie... Strasznym błędzie. Chciałbym was za to przeprosić. Za wszystkie moje błędy i spostrzeżenia. Dopiero teraz zrozumiałem, że jesteście dorośli i macie prawo żyć po swojemu. Każde pokolenie pisze swoją historię... Teraz wasza kolej" dokończył Stu. 

" Oh, tato! " Powiedziała cicho Judy, po czym ścisnęła ich obydwoje. Wszyscy pozostali zaczęli klaskać i wiwatować. Nawet dziadkowie, którzy przecież byli filarem tych stereotypów!

"Co za czasy... Lis z królikiem! Królik z lisem!" Powiedział dziadek do babci kiedy oklaskiwali ten wyjątkowy moment w rodzinie Hopps. 

" Oh, daj spokój... Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba! " 


*** 


Po złożeniu życzeń nadeszła pora kolacji na którą wszyscy czekali. Cała rodzina (łącznie z Nickiem) zasiadła do stołu i wszyscy zaczęli jeść. Stół już czekał aż rodzina Hopps będzie mogła skosztować tych wszystkich, rozpływających się w ustach dań. Tym razem nastroje wszystkich były radosne. Wszyscy ze sobą rozmawiali, żartowali, każdy każdemu usługiwał sprawiając sobie nawzajem radość. Nickowi już nikt nie dokuczał ani nie analizował wzrokiem, wszyscy traktowali go miło i serdecznie. A zwłaszcza Stu, który zmienił diametralnie swoje zachowanie wobec lisa. W praktyce to nawet najwięcej z nim rozmawiał i ani razu nie nawiązał do stereotypu o lisach! Lis wreszcie czuł się jak u siebie w domu kilkanaście lat temu. Magia świąt nareszcie do niego dotarła. 


Po kolacji nadeszła pora na najbardziej oczekiwaną część przez najmłodszych - nadszedł moment prezentów! Z tej okazji Nick jako pierwszy poderwał się ze stołu i ukląkł pod choinką. Wziął pierwszy prezent z boku zapakowany w biało czerwony papier i wstążką na górze pudełka. Lis zanim zdołał się zorientować stała już przed nim kolejka małych królików czekających na swoje prezenty. Lis zaśmiał się, wziął w dłonie etykietę z imieniem pierwszego dziecka. 

"Czy znajdę tutaj Lewisa?" Zapytał Nick. Z kolejki wychylił się mały królik ubrany w białą koszulę i granatowe eleganckie spodnie. Podszedł do Nicka i wziął od lisa zapakowany prezent. 

"Dziękuję panie Nick" powiedział królik biorąc prezent. 

"Wystarczy po prostu Nick, wesołych świąt!" Odparł lis kładąc dłoń na głowie królika delikatnie go głaszcząc. W czasie kiedy lis obdarowywał najmłodszych prezentami starsi przyglądali mu się. A głównie robiła to Judy, która z dumą oglądała swojego partnera który również z dziecięcym zapałem odgrywał rolę Świętego Mikołaja wręczając po kolei kolejne paczki z prezentami dla jej młodszego rodzeństwa. Nie sądziła, że lis potrafi tak wczuć się w klimat świąt! Od zawsze ironiczny, sarkastyczny, podchodzący do wszystkiego raczej z dystansem Nick potrafił wyczuć moment w którym należy się ustatkować i zmienić nastawienie! Judy spojrzała na Bonnie - z ukrycia nagrywała moment w którym Nick wręczał prezenty dzieciom. 

" Mamo..." 

"Co? Oh przepraszam, jeśli nie chcesz..." 

"Nie! Nie o to chodzi! Chciałam poprosić żebyś przesłała mi ten filmik jak skończysz, muszę mieć to na pamiątkę!" Powiedziała cicho Judy, aby Nick nie usłyszał. Nie usłyszał - był zajęty uszczęśliwianiem innych. 


*** 


"Zostały nam 2 prezenty ! Zobaczmy dla kogo one są! Niedowiary! Państwo Stu i Bonnie Hopps!" Zapowiedział Nick podnosząc dwa ostatnie pudełka zapakowane w świąteczny papier. Stu i Bonnie podobnie jak reszta rodziny zbliżyła się do Nicka i otrzymali od niego swojego prezenty. Zostali tylko oni - pozostali mogli już się cieszyć swoimi prezentami.

"Wesołych świąt państwo Hopps!" Powiedział Nick dumnie. 

"Tobie również Nick, wesołych świąt! " Powiedziała Bonnie, odbierając swój prezent. 

" Wesołych świąt Nick! I chyba to jest moment, w którym nie musisz do nas zwracać się per pan, prawda kochanie? " Zapytał Stu, kiedy odebrał swój podarunek. 

"Oczywiście kochanie. W końcu jesteś oficjalnie częścią naszej rodziny!" Odparła Bonnie. Nick uśmiechnął się ciepło słysząc te słowa. Był szczęśliwy, że został finalnie zaakceptowany w tej dużej, ale kochającej się rodzinie Hopps. Poraz pierwszy w oczach państwa Hopps zobaczył coś innego niż strach, czy zakłopotanie - zobaczył w nich dumę i szczęście. 


Obdarowanie rodziny Hopps prezentami zajęło Nickowi lekko ponad godzinę. Nie było to najszybsze zadanie, ale jakie to było przyjemne! Widok tych szczęśliwych, małych twarzy bawiącymi się teraz swoimi prezentami zdecydowanie nagradzał z nadwyżką jego zdrętwiałe kolano! Prezenty dostali niemalże wszyscy - jedyną personą, która nie otrzymała prezentu była Judy, ale nie wyglądała na zmartwioną tym faktem. Była szczęśliwa widząc swoje rodzeństwo, które było wyraźnie zadowolone ze swoich prezentów, które kupiła wraz ze swoimi rodzicami. Nick uśmiechnął się sprytnie - wiedział, że Judy nie spodziewa się od niego podarunku. 

"Hej, poczekajcie! To nie wszystko! Został jeszcze jeden podarunek! I to dla najlepszego funkcjonariusza policji ZPD, Judy Hopps!" Obwieszczył uroczyście Nick wyciągając ostatnie pudełko ukryte zza choinki. Judy była zaskoczona jego wiadomością. Zbliżyła się do Nicka, który już z problemami na jednym kolanie powstał finalnie z niego. Ich oczy spotkały się ponownie - jej były zakłopotane i zaskoczone a jego pewne siebie i szczęśliwe. Wręczył w jej dłonie szare pudełko ze złotą kokardą na wierzchu. 

"Wesołych Świąt Judy" powiedział Nick. Judy wciąż z zaskoczeniem otworzyła pudełko. Jej oczy otworzyły się szeroko kiedy w środku zobaczyła leżący na czerwonym materiale złoty naszyjnik z inicjałami "J&N". Wyciągnęła go delikatnie z pudełka i spojrzała się niemu - wypolerowane, błyszczące złoto wyglądało olśniewająco! 

" Oh, Nick! Dokładnie taki chciałam... Ale on był strasznie drogi... " Powiedziała Judy zaskoczona podarunkiem. Była szczęśliwa widząc ten prezent, był piękny, ale wiedziała, że jest bardzo drogi! Spojrzała się na Nicka, który zaśmiał się i wziął naszyjnik z jej dłoni. Rozwiesił naszyjnik i zaczepił na jej szyi. 

"Pewien mądry królik powiedział mi, że w świętach nie chodzi o to aby sprawiać sobie przyjemności tylko komuś" powiedział Nick. Podniósł wygrawerowane inicjały i spojrzał się na nie a potem wzrok skierował na fioletowe oczy królika. Widział w nich lśniące się złoto. 

" Mądry królik i głupi..." 

"...i Kochany lis! " Dokończyła za niego Judy rzucając się w jego ramiona ściskając go mocno. Nick był tym ruchem zaskoczony, ale był szczęśliwy widząc Judy w tym samym nastroju. Każdy w tym pomieszczeniu był szczęśliwy. Każdy cieszył się tą chwilą spędzoną razem w licznym gronie. 

"Nie nazywajmy się już tak, proszę... Zostańmy przy kochanym lisie... " Powiedziała Judy puszczając go z uścisku. 

" Dobrze, niech będzie... A piękny królik może być? " Zapytał lis. Judy w odpowiedzi przyciągnęła go do głębokiego pocałunku. Lis z radością odwzajemnił pocałunek przyciągając swoją partnerkę bliżej do siebie. 

"Czyli rozumiem, że mamy nowe powiedzenie" powiedział lis po pocałunku. Judy nic nie mówiąc przytaknęła ruchem głowy śmiejąc się. 


*** 


Pod choinką nie było już żadnych prezentów, bez żadnego podarunku został tylko Nick. Chociaż Judy była trochę tym faktem zmartwiona, on wcale się tym nie przejmował. Nie potrzebował prezentu aby cieszyć się tym co już dostał. A dostał chyba najbardziej potrzebną rzecz jaką mógł tylko wymarzyć: szansę i akceptację. 

Chociaż Judy próbowała go przeprosić, że nie dostał prezentu Nick obracał sytuację w żart twierdząc, że wszystko co potrzebuje już dawno otrzymał. Kiedy wszyscy znajdowali się na dole rozmawiając ze sobą grupa młodych dzieci udała się na górę, był słyszalny szelest kartek na górze. Zainteresowało to starszych, którzy byli zdziwieni ich zachowaniem - odłożyli swoje prezenty aby bawić się kartkami? 

"Nick, chodź tutaj, mamy coś dla ciebie!" Zawołało jedno z dzieci. Lis był zaskoczony ich wołaniem. Mimo to postanowił udać się schodami na pierwsze piętro a wraz z nim reszta ciekawskiej rodziny, która chciała zobaczyć co dzieci przygotowały Nickowi. 


Nick następując na ostatni schodek zatrzymał się pośrodku korytarza a widok, który go zastał sprawił, że głęboko się wzruszył. Sam był w szoku, ale w jego oczach zbierały się łzy! 

Dzieci złożyły z kilkunastu kartek jeden wielki obraz, który rozkładał się na połowę korytarza. Na obrazie znajdowała się cała rodzina Hopps stojąca przed choinką, która była wypchana prezentami. Wśród nich stał również Nick ubrany w strój Świętego Mikołaja w objęciach Judy. Na dole był wielki napis: "Rodzina". Nick był głęboko poruszony tym obrazem. Choć nie był on najdoskonalszym tworem artystycznym jego prostota i szczerość trafiła prosto w serce lisa.

"To...to ja?" Zapytał Nick. Zbliżył się do obrazu a konkretnie do miejsca w którym był narysowany. Był szczęśliwy widząc ten obraz, teraz był przekonany w stu procentach, że dostał więcej niż oczekiwał w te święta.

"Wesołych Świąt Nick!" Krzyknęły chórem dzieci. Nick odwrócił się od obrazu i spojrzał na dzieci i Judy, która również była bliska płaczu. Lis wziął głęboki wdech na uspokojenie ale widząc wszystkie uśmiechnięte twarze nie mógł wytrzymać i wypuścił kilka łez z oczu. 

"Wesołych Świąt! "  Powiedział Nick ściskając się z gromadą małych królików. 


KONIEC 


Link do oryginału: klik!

Autor oryginału: Blueyvs

Autor grafiki z okładki: Ślązak Grzesiek

Komentarze

Wszystkie komiksy

Legenda

¤ - W trakcie tłumaczenia
¤ - W trakcie rysowania
¤ - Dawno nieaktualizowane, brak informacji o dalszych częściach
¤ - Wstrzymane bądź niedokończone
¤ - Zakończone

Najpopularniejsze komiksy miesiąca