Przejdź do głównej zawartości

Ostatni post

The Mark (Dod. Cz. 2) - Koraru-san [Tłumaczenie PL]

Święta w Szarakówku - Roz. 3: Szczerość - Blueyvs [Polskie opowiadanie]

  Spis treści

 Pierwsza część            Poprzednia część

"Hej Judy, możemy poważnie porozmawiać?" Rozległ się głos zza drzwiami apartamentu w którym mieszkała Judy. Nick stał za nimi, akurat kiedy chciał zapukać do drzwi przyjaciółki słyszał męski głos w jej mieszkaniu. Był tym zaskoczony - kogo mogła spodziewać się o tak wczesnej porze? Był dopiero poranek. 

"Widzieliśmy wiadomości związane ze sprawą dziczenia w Zootopii. Gratulujemy rozwiązania sprawy... Nasza dzielna córeczka!" Powiedział radośnie żeński głos. Lis był zaskoczony. Czy to jest możliwe, że rodzice Judy przyjechali do niej w odwiedziny? Królik mówił, że jej rodzice nigdy by się nie odważyli przyjechać do tak wielkiego miasta samemu. 

" A mimo to zrobili to... " Pomyślał zakłopotany Nick. Lis wiedział, że robi źle, ale był za bardzo ciekawski - nie mógł powstrzymać swojej fantazji. Przyłożył ucho do drzwi i zaczął nasłuchiwać. 

"Dzięki mamo! To wszystko dzięki mojemu przyjacielowi Nickowi!" Obwieszczyła radośnie Judy. Po jej słowach apartament zamarł na kilka sekund. Nikt się nie odzywał przez dłuższą chwilę zanim zrobił to ponownie męski głos przerywając głuchą ciszę. 

"Właśnie Judy, co do Nicka...jak to się stało, że... Że przyjaźniesz się z lisem?" Zapytał męski głos. 

"Cóż... To dość długa i zabawna sprawa. W skrócie mogę powiedzieć, że połączyły nas wspólne interesy" odparła Judy. Lis był coraz bardziej zafascynowany rozmową, oparł się jeszcze bardziej o drzwi apartamentu, niemalże się na nich kładąc. 

"Judy, posłuchaj... Wiemy, że jesteś dorosła i potrafisz zadbać o siebie... Ale bądź ostrożna z Nickiem dobrze? Nie ufaj mu za bardzo" powiedział żeński głos. Nick zamarł słysząc to. Dlaczego miałaby mu nie ufać? 

"Ale... ale dlaczego mamo? Pomógł mi rozwiązać sprawę, która uratowała całe miasto!" Odparła również zaskoczona słowami Judy. 

"Bo to lis Judy! To lis, nie rozumiesz tego? Wiesz jakie są lisy: chytre, podejrzliwe, wcale bym się nie zdziwił jak przestanie się do ciebie odzywać kiedy przestanie mieć z ciebie zyski" wtrącił się męski głos. Lis był zszokowany tymi słowami - to go mocno zabolało. 

" Nie rozumiem... Przecież wy sami współpracujecie z Gideonem więc dlaczego Nick miałby być tym złym?" Zauważyła Judy. 

" Skarbie... Gideon to lis który wychował się z nami na naszej wiosce przez całe życie... To zupełnie inna sytuacja"

" Właśnie, a nawet niewiesz skąd pochodzi ten cały Nick! A co jeśli pochodzi z rodziny przestępczej? Co jeśli w ogóle nie ma rodziny i jest sam? Widziałaś jego kły i pazury? Wiesz jak potrafią być nieprzyjemne?! Nie ufaj mu Judy, to jest lis! " Dodał męski głos. Znowu w pokoju nastała grobowa cisza. Nick był zdruzgotany słowami rodziców Judy. Kiedy chciał odsunąć się od drzwi przypadkowo przekręcił klamkę a drzwi otworzyły się prezentując całą jego postać w progu wejścia. Widział przed sobą 3 króliki - Judy i jej rodziców. Pierwsze, co rzuciło się w oczy lisowi to przezroczysta reklamówka, którą trzymał ojciec Judy. Widział w niej kilka gadżetów przeciwko lisom. 

" Dzień dobru państwu... " Powiedział niepewnie Nick próbując przełamać barierę ciszy. Trzy króliki spojrzały się na niego. Lis spojrzał na Judy, nie była radosna ze spotkania.

" Ty musisz być Nick, prawda" Zapytała Bonnie. Nick posłusznie przytaknął ruchem głowy. 

" Nie powinno cię tutaj być" powiedział twardo Stu. Nick ponownie spojrzał na Judy, która również była załamana zachowaniem jej rodziców. Nick był przebity tymi słowami. Chciał coś dodać, ale ostatecznie uznał, że nie będzie się kłócić. 

"Mają państwo rację. Przepraszam, do widzenia" powiedział Nick. Wycofał się z progu drzwi i delikatnie je zamknął. 


***


"Nick!" Lis usłyszał płaczliwy głos Judy, podniósł się gwałtownie z łóżka i rozejrzał się wokół siebie. Brał szybkie wdechy powietrza i starał się je pomału wypuszczać z płuc rozglądając się po pomieszczeniu. Ściany znowu nabrały przyjemnej różowej barwy, na półkach były zabawki dla dzieci a za oknem od dawna było już słońce. 

"To tylko sen Nick... To był tylko sen..." Powtarzał sobie lis starając się uspokoić. Przyśniło mu się pierwsze spotkanie z rodzicami Judy. Niestety nie było ono najbardziej udane - głównie dlatego bo nie było zaplanowane i udał się do mieszkania Judy w najprawdopodobniej najgorszym dla niego momencie. Napięta relacja z Stu i sytuacje z ostatnich dni spowodowały, że to musiało mu się przyśnić. 

Nick widział, że znowu zaspał i jest najprawdopodobniej okolica południa. Nie tracąc czasu spakował wczorajsze ubranie do walizki a z szafy wziął nowy sort ubrań aby przygotować się na nadchodzący dzień w Bunnyburrow. 


***


Wychodząc z pokoju zastał go niemalże identyczny widok jak wczoraj - w pokojach króliki robiły porządki upewniając się, że na szafkach nie ma ani odrobiny kurzu. W niektórych pokojach był słyszalny gwizd odkurzacza a niektórych były przemywane okna. Schodząc na dół w salonie najmłodsi rysowali pracę, którą zlecił im Nick. 

"Dzień dobry panie Nick!" Zawołały radośnie dzieci widząc lisa na schodach. Lis pomachał w ich stronę a następnie udał się do nich aby zobaczyć jak postępują prace nad projektem. Był naprawdę zaskoczony ich współpracą. Każdy z dzieci miało przeznaczoną dla siebie jedną kartę w rozmiarze A4, każdy był zobligowany do przedstawienia konkretnej części rodziny. 

"Idzie wam naprawdę dobrze! Pytanie czy napewno zdążycie do jutra? Zostało naprawdę małe czasu" zwrócił uwagę Nick. 

"Spokojnie panie Nick. Mamy jeszcze sporo czasu a my króliki jesteśmy bardzo wytrwałe" odparło jedno z dzieci. Nick zaśmiał się krótko przyglądając się jeszcze trochę pracy najmłodszych. Po krótkiej obserwacji udał się do kuchni - był pewien, że tam znajduje się Judy. 


I było dokładnie tak jak zakładał - podobnie tak jak dzień wcześniej najstarsi znajdowali się w kuchni. Dziadkowie przyrządzali dania na święta, Bonnie stała przy garnkach gotując kolejną porcję warzyw a Judy tak jak wczoraj przygotowała ciasto na kolejną część pierników. 

"Dzień dobry państwu" powiedział spokojnie Nick. 

"Cześć Nick!" Zawołała radośnie Judy skupiając wzrok na chwilę na lisie. Tym razem jednak nie rzuciła się w jego ramiona, swoją ekscytację wyładowywała na brązowej masie dynamicznie ją ugniatając. 

"Nasz lisek znowu się spóźnił! Od kiedy pamiętałam lisy lubiły dłuuugo pospać" zwróciła uwagę babcia Judy wpatrując się na zegarek. Lis również zwrócił na to uwagę - było już po południu. 

"Zobacz, mimo to Gideon potrafił wyjść na prostą i czasami odwiedza nas kiedy jemy śniadanie!" Dodał dziadek. Gideon. Jedno imię potrafiło spowodować, że lis przypomniał sobie o koszmarze, który mu się przyśnił ostatniej nocy. 

"A... Kim jest właściwie Gideon? " Zapytał lis próbując się dowiedzieć więcej na jego temat. Był zainteresowany jego postacią - jak to się stało, że lis od młodości wychowywał się z królikami? 

"Oh, Gideon to naczelny piekarz. Wypiekuje dla nas czasami chleb, albo ciasta na różne uroczystości. " Dodała Bonnie odwracając się do Nicka. Odłożyła gotujące się warzywa na bok i zaczęła odlewać wodę z garnka. 

"Lis w króliczej wiosce? To całkiem interesujące... " Zaczął Nick. Jak to było możliwe, że lis wychował się w takiej miejscowości? 

" Oh, Gideon nie zna niestety swoich prawdziwych rodziców. Od kiedy pamiętam wychowuje go rodzina zastępcza. Niestety tak czasami bywa z ... " Przerwała nagle Bonnie, kiedy jej oczy spotkały się z szmaragdowymi Nicka. Mimo, że nie powiedziała tego lis zrozumiał jak chciała skończyć te zdanie. 

" Mamo! Pamiętasz Evelyne? Ona też zostawiła swoje dzieci a jest królikiem! " Wtrąciła się Judy z pretensjami. 

"Oh, oczywiście Judy masz rację! Przepraszam, po prostu nie to miałam na myśli... Chcesz Nick coś zjeść? Specjalnie dla ciebie przygotowałam większą porcję jedzenia abyś nie musiał chodzić głodny od samego rana" odparła Bonnie. Nick chętnie skorzystał z oferty - wszystko było lepsze niż myśleniem o swoim śnie bądź analizowaniem słów Bonnie - chciał czymś zająć głowę. 


Na śniadanie Nick dostał tosty z serem, pomidorem oraz ogórkiem a do picia otrzymał herbatę malinową z dodatkiem miodu oraz cytryny. Usiadł samemu przy stole, Bonnie wszystko mu zaserwowała pod nos życząc mu smacznego. Jedzenie poraz kolejny wyglądało dużo żywiej i smaczniej niż te w Zootopii. Lis nie musiał się długo zastanawiać czy będzie ono dobre, natychmiast wtopił swoje kły w chrupiące tosty, sok z pomidorów rozbrysł się po całej jego wewnętrznej stronie paszczy dając do zrozumienia jak smaczna jest to potrawa. Poraz kolejny chrupiący chleb z połączeniem słonego sera i słodkich warzyw było strzałem w dziesiątkę - jedyną wadą było to, że posiłek zdążył już trochę wystygnąć - lis zastanawiał się jak musiało to smakować jak były świeżo upieczone! To musiało być jeszcze smaczniejsze. 


W czasie jedzenia i delektując się rozgrzewającą herbatą lis zerkał na przygotowania w kuchni i dziećmi bawiącymi się w salonie. Od czasu do czasu z 1 piętra schodziła młodzież aby zapytać o coś Bonnie bądź odnieść odkurzacz. Młodzież wykorzystywała ten moment aby rzucić dokładnie okiem na lisa, ich badawczy wzrok dawał do zrozumienia lisowi, że wciąż czują się przy nim odrobinę nieswojo. Widział nawet jak czasami poruszają jego temat na górze, ich aktywnie reagujące na dźwięk uszy zdradzały niemalże wszystko na temat rozmowy. To z kim rozmawiali i o czym. 


Po śniadaniu Nick podziękował za wytrawne danie (choć tak naprawdę nie było w nim nic wyjątkowego) i udał się do kuchni aby oglądać poczynania Judy, która już teraz była na końcowym etapie przygotowania ciasta. Widząc ciekawski wzrok lisa wzięła do łap garść mąki i sypnęła na pysk lisa. 

"Ej!" Zaśmiał się Nick reagując kichaniem kiedy biały proch dostał się do jego nozdrzy. Łapą starł pozostałości mąki na swoim pysku zsypując ją na i tak już zasypaną mąką podłogę.

"Byłeś kiedyś na kuligu?" Zapytała Judy.

"Kulig? Nie, nigdy nie byłem na kuligu. Czekaj... To jest niespodzianka o której mówiłaś wczoraj, prawda?" Zapytał Nick. Judy przytaknęła ochoczo ruchem głowy. 

"To taka nasz tradycja, zawsze dzień przed świętami organizujemy kulig. Mamy dosyć dużo prywatnego lasu po których przejeżdżamy się... Zazwyczaj przejeżdżają się nim tylko najmłodsi, ale my również będziemy mogli... Prawda MAMO?" zapytała Judy ostatnie wyrazy mówiąc głośniej, aby skupić uwagę Bonnie na sobie. Bonnie zaśmiała się słysząc jej dziecinną radość, kiedy opowiadała o ich corocznym kuligu. 

"Oczywiście kochanie, będziecie mogli przejechać się razem z młodszymi. Tylko przez ostatnie wichury jakie były u nas Stu będzie musiał iść sprawdzić trasę przez jaką będzie przechodzić kulig. Chyba nie chcecie utknąć w środku lasu przez wyłożone drzewo? Nick, może udasz się ze Stu na spacer aby sprawdzić trasę? Jesteś z całą pewnością silniejszy od mojego męża, a taka pomoc z pewnością się przyda" odpowiedziała Bonnie. Nick początkowo nie był zbytnio pozytywnie przekonany do tej opcji, ale z drugiej strony - oni tylko we dwóch, bez jakichkolwiek rozpraszaczy, może wreszcie by udało im się w pozytywny sposób dogadać? 

"Jasne, czemu nie? Macie tutaj naprawdę świeże powietrze do oddychania, w lesie będzie jeszcze lepsze" odparł Nick. 

" Świetnie! Stu powinien być w stodole, sprawdza czy traktor działa. Niedługo powinien się udać sprawdzać trasę. Dołącz do niego" poinformowała Bonnie. Nick przytaknął ruchem głowy. Zanim wyszedł z kuchni zatrzymała go Judy wskazując na foremkę piernika. 

" I pamiętaj Nick... Czeka nas sesja dekorowania pierników!" Dodała Judy. 

"Oczywiście... I jest to obowiązkowe, prawda?" Zapytał sarkastycznie lis. 

"Jeżeli chcesz spróbować tych delikatesów, to tak. Jest to obowiązkowe" odparła Judy. Nick zaśmiał się po czym udał się do holu, nałożył swój płaszcz i udał się na dwór. 



***


Na zewnątrz utrzymywała się słoneczna pogoda. Na niebie były łagodne białe chmury, które nie wskazywały na pogorszenie się warunków atmosferycznych. Dzięki temu, że niebo postanowiło nie zsypywać kolejnych ładunków śniegu podwórku cały czas było odśnieżone i nie było potrzeby jego ponownego zgarniania.

Lis od razu widział gdzie znajduje się ojciec Judy. Drzwi od stodoły, którą dzień wcześniej odśnieżał były delikatnie otwarte, widział palące się lampy wewnątrz budynku. Postanowił tam się udać. Rozchylił bardziej drzwi i wszedł do środka. 


Nick był zaskoczony architekturą budynku od wnętrza. Nigdy nie był na wiosce, zaskakiwała go anarchistyczna architektura. Dach stodoły był dużo wyższy niż zakładał - drewniane sklepienie było podtrzymywane grubymi, starymi belkami które były przybite gwoźdźmi do ścian budynku. Na ścianach były powieszone stare, zakurzone lampy które wytwarzały ciepłe światło oświetlając wnętrze budynku. Podłoga była wykonana z zimnego cementu, który był w większości pokryty słomą, która była pozostałością letnich zbiorów. Słomy było dużo... Bardzo dużo. Tak naprawdę tylko środek stodoły nie był pokryty słomą, pod ścianą znajdowały się stosy słomy, na nich leżały utkane worki, które miały różną zawartość: zaczynając od nasion warzyw kończąc po gotowe warzywa do spożycia typu ziemniaki czy pomidory. 

Naprzeciw Nicka na samym środku stodoły znajdował się duży, niebieski traktor, który miał otwartą klapę silnika. Przy nim stała duża czerwona szuflada na kółkach która była podzielona na mniejsze szufladki z podziałem na odpowiednie narzędzia. 

"Dzień dobry panie Stu" powiedział Nick kiedy zbliżył się na tyle, że był pewien że ojciec Judy go usłyszy. Ten słysząc jego głos odsunął się od traktora, swoją brudną od kurzu łapą wytarł spocone czoło i spojrzał się na lisa. 

"Dzień dobry Nicholasie" odparł Stu. Wziął klucz ze skrzynki i ponownie zanurzył się w środku ciągnika. Lis podszedł do traktora i delikatnie pochylił się do przodu aby zobaczyć wnętrze pojazdu. Było tam tak ciemno, że nic praktycznie nie widział! Jedynie co mógł zauważyć to kontury bloku silnika. 

"Czy coś z traktorem jest nie tak?" Zapytał lis. 

"Nie... Po prostu chcę się upewnić czy wszystko jest z nim okej. Chcę uniknąć możliwych usterek które mogłyby przeszkodzić w kuligu" odparł Stu przykręcając śrubę. Po upewnieniu się, że śruba jest mocno dokręcona wychylił się z głębi pojazdu i schował klucz do skrzyni. 

"Więc... Kulig będzie ciągnięty przez ten traktor ?" Zapytał niepewnie lis. Nigdy nie był na kuligu więc nie wiedział jak przebiega taka wycieczka. Miał okazję być na takiej podróży, ale kiedy był mały bał się być samemu - byłby tam jedynym lisem więc zrezygnował z tego. 

"Nigdy nie byłeś na prawdziwym wiejskim kuligu prawda? " Zapytał Stu. Lis pomachał przecząco głową. 

" Cóż... Do ciągnika będą podłączane sanie, kilkanaście sań. Ja będę kierował traktorem przez naszą już tradycyjną trasę przez naszą część lasu. Kiedy dzieci będą mogły podziwiać uroki śnieżnego lasu ja będę mógł w tym czasie sprawdzić i posłuchać czy w traktorze wszystko działa dobrze. Sytuacja win win, nieprawdaż? " Zapytał Stu. Ciężko było ukryć, jakby nie patrzeć miał rację. Zimą traktor stał praktycznie cały czas w stodole więc pod pretekstem kuligu Stu miał czas aby się nim zaopiekować i potestować.

"Wydaje się to być trochę niebezpieczne... Co jeśli będzie pan musiał gwałtownie zachamować i sanki zbliżą się za bardzo do pojazdu... " Zapytał Nick. Stu zaśmiał się i udał się na tył traktora - lis podążył za nim. Jego wątpliwości wzrosły jeszcze bardziej, kiedy zobaczył potężne tylne koła i grube, czarne metalowe zaczepy którymi się podłączało maszyny rolnicze. 

" Widzisz, my króliki też jesteśmy chytre na swój sposób" powiedział Stu. Ręką pokazał na duży, niebieski worek ziaren, który leżał w kącie stodoły. 

"W pierwszej kolejności podłączam ten duży worek ziaren, szerokością zakrywa nawet tylnie koła. Za nim dwa puste sanie, aby mieć pewność że odległość między traktorem a pierwszymi pasażerami jest odpowiednio duża. Zresztą jadę zawsze wolno, więc nie ma szans aby coś się stało... Ale trzeba sprawdzić trasę przez którą będziemy przejeżdżać, ostatnie wichury mogły połamać gałęzie lub nawet powalić drzewo. Właściwie to już możemy iść sprawdzić czy trasa jest gotowa" zakomunikował Stu. Nick miał lekkie wątpliwości przez sposób prowadzenia tego kuligu, ale Judy zapewniała, że to ich tradycja więc zakładał że nie było żadnego wypadku. Ponadto sposób w jaki Stu informował o bezpieczeństwie kuligu powodowało, że lis uznał, że wie co robi. 

" Poczekaj przed wyjściem Nick, za chwilę do ciebie dołączę...muszę załatwić jedną rzecz " powiedział Stu. Lis posłusznie wyszedł ze stodoły ostatni raz przyglądając się wiejskiemu magazynowi od wewnątrz. 



***


W lesie panowała cisza, kompletna cisza. Przekraczając wejście do tego pokrytego śniegiem miejsca lisowi wydawało się, że wchodzi do jakiejś arktycznej krainy wiecznego chłodu i mrozu. Wszystkie iglaste drzewa były pokryte śniegiem tak samo jak delikatnie wydeptana szeroka droga którą teraz maszerowali. W niektórych miejscach były kałuże a w nich zamarznięta na twardy lód woda. Lis spodziewał się, że było solidnie poniżej zera. Domyślał się tego nie tylko po zamarzniętej wodzie ale też na swoim futrze. W lesie było zdecydowanie chłodniej niż na podwórku państwa Hopps. Być może była to zasługa palącego się cały czas pieca w domu, którego ciepłe opary były wydmuchiwane na zewnątrz. Po drodze przyglądali się drzewom czy też gałęziom - sprawdzali, czy żadne drzewo nie jest naruszone na tyle aby sprawiało niebezpieczeństwo podczas kuligu. Wszystko wskazywało na to, że las dobrze wytrzymał próbę nocnych wichur. Lis starał się ukrywać swoje zafascynowanie tym miejscem nie pokazując tego, ale jego merdający ogon oraz wzrok skaczący w różne miejsca wskazywał, że nigdy nie był w takim miejscu. 

"Nigdy nie byłeś w takim miejscu co?" Zapytał Stu. Niósł w swoich rękach dosyć dużą pomarańczową piłę mechaniczną, która wielkością nie była wiele mniejsza od samego posiadacza. Nick wcześniej proponował pomoc w jej transporcie ale królik odmówił tłumacząc, że nie jest tak ciężka jak się wydaje. I w zasadzie mogło to być prawdą gdyż Stu nie wyglądał jakby miał problemy z jej udźwigiem. 

"Cóż, w Zootopii nie ma takich magicznych miejsc jak to..." Odparł Nick. 

"To jedno z wielu magii życia na wsi... Spokojne, powolne życie gdzie nikt cię nie pogania ani ty nie musisz nikogo gonić. Każdy żyje swoim tempem... Ale dla Judy to nie wystarczało..." Powiedział ciężko Stu. Nick był zaskoczony poruszeniem tematem Judy. Nic nie powiedział w tej sprawie, ale jego uszy skierowały się teraz w stronę królika. 

W pewnym momencie Stu westchnął ciężko, zatrzymał się i odłożył piłę na drodze. Nick był zakłopotany jego zachowaniem, z niepewnością również się zatrzymał i spojrzał na Stu. 

"Stało się coś, panie Stu?" Zapytał zakłopotany lis. Stali teraz na środku zaśnieżonej drogi, która skrywała się tuż za zakrętem. Wokół nich nikogo nie było, tylko drzewa i gałęzie pokryte grubym białym puchem. Stali praktycznie pośrodku lasu.

" Nick, musimy poważnie porozmawiać" zaczął Stu. Lis był jeszcze bardziej zakłopotany. Nie wiedział co to miało być, ale widząc poważny wyraz Stu domyślał się, że to musi być naprawdę ważne. 

"Słucham pana Stu" odparł Nick. 

"Nick, cieszymy się, że pomagasz Judy odnaleźć się w tym wielkim mieście jakim jest Zootopia. Naprawdę jesteśmy zadowoleni, że radzicie sobie w tym wszystkim. Ale twój przyjazd tutaj... Był całkiem zaskakujący, dla nas wszystkich" zaczął Stu. Uszy Nicka niepewnie opadły, lis skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej - domyślał się do czego ta rozmowa zmierza. Mimo to pozwolił Stu kontynuować.

"Rozmawiałem wczoraj z moją żoną, Bonnie na temat tego wszystkiego. Widzimy jak na siebie patrzycie, jak się zachowujecie wobec siebie... Widzimy w oczach to coś... Ale chcę Nick, żebyś się nie rozczarował..." Dodał Stu. 

" To pewnie ta wczorajsza wieczorna rozmowa przed wejściem do domu" pomyślał Nick przypominając sobie ich dosyć nerwowy dialog kiedy obserwował ich w swoim pokoju.

"Rozczarował? Niby czym?" Zapytał poddenerwowany Nick. Mimo, że królik nie powiedział sedna sprawy lis wyobrażał co zamierza dalej powiedzieć Stu. 

" Nick, powiem wprost... Nie masz co liczyć na coś więcej niż przyjaźń, nie zaakceptujemy, żeby Judy związała się z tobą" oświadczył Stu. Te słowa wstrząsnęły Nickiem. Lis zaśmiał się sarkastycznie wyładowując w ten sposób swoje negatywne emocje, liczył, że Stu coś doda, ale ten zamarł i poważnym wzrokiem obserwował reakcję lisa.

" Panie Stu, rozumiem, że może nie jestem idealnym kandydatem, ale staram się jak mogę i jestem pewien, że... "

" Nie, Nick. Nie zmienisz tego, przykro mi. Nieważne jakbyś się starał, nie zmienisz tego, że..." 

"Że jestem lisem prawda? Nie zmienię tego, że jestem lisem, to chciałeś powiedzieć co?" Dokończył ciężko wzdychając Nick. Wyprostował się i teraz z góry patrzył na królika, który cały czas zachowywał kamienną twarz, chociaż jego nos wykonywał nerwowe ruchy. 

" Nick, posłuchaj... Naprawdę wydajesz się być fajnym, porządnym lisem... Ale..." 

"Ale co? Wydaje się ? Nie ufa mi pan, że taki jestem, prawda? Wszystko sprowadza się do jednego... Nie ufać lisom..." Przerwał ponownie Nick. Był coraz bardziej poddenerwowany tą sytuacją. Jego pazury z łap coraz bardziej się wysuwały, przypomniał mu się sen z ostatniej nocy, padały takie same słowa. Teraz poukładał sobie wszystko w głowie. To nie był zwykły sen... To była zapowiedź tego co się wydarzy dzisiaj... 

"To nie o to chodzi Nick... Wierzymy, że..." 

"Więc o co chodzi? Dlaczego tak Pan bardzo jest przeciw relacji mojej z Judy?! Co jest takiego złego we mnie, że mimo moich starań nie zmienisz swojego zdania, nie dasz mi nawet cienia szansy?! " Zaczął warczeć agresywnie Nick zbliżając się coraz bliżej Stu. Królik również zaczął czuć rosnące napięcie w sytuacji, instynktownie zaczął się odsuwać od lisa, mimo to cały czas mieli kontakt wzrokowy. W oczach lisach zapalił się żar... Ten zły żar... 

"W porządku, jesteś lisem, ok?! Królik nie może być z lisem! " Krzyknął wreszcie Stu. Te słowa były jak strzała wbita prosto w serce Nicka a dodatkowe echo z lasu potęgowało ten efekt. Osłupiał na moment. Wpatrywał się w Stu ślepym wzrokiem, był zszokowany słowami. Natychmiast się uspokoił, cofnął się od Stu i przykucnął na śniegu. Opuścił głowę w dół, nie mógł uwierzyć, że mógł naprawdę to powiedzieć! 

" Nick, rozumiem, że możesz czuć coś do Judy... A ona do ciebie. Ale jesteście młodzi, nie znacie umiaru, chcecie żyć tak jak wam serce rozkaże, ale jak myślisz Nick, co będzie za 5 a co za 10 lat kiedy zmądrzejecie i będziecie za starzy na szaleństwa? A co jak będziecie chcieli założyć własną rodzinę?" Pytał Stu. Nick nie miał ochoty odpowiadać. Z wzrokiem wbity zaśnieżoną drogę słuchał wypowiedzi ojca Judy. 

"Króliki mają dość krótki okres rozmnażania, co jeśli ten okres dla Judy minie a wy sobą się znudzicie? Judy nie będzie mogła mieć później dzieci, będzie na to za późno! A myślę, że wiesz jakie mogą być... komplikacje w ciążach międzygatunkowych. Nick, musisz zrozumieć, że to nie jest tylko dla dobra Judy... Ale i Twojego. Możecie się przyjaźnić, jeśli chcecie, ale jeśli chcecie mieć pewną przyszłość nie możecie być razem... Przykro mi" kontynuował dalej Stu. Mimo, że królikowi również było ciężko w tej sytuacji czuł pewnego rodzaju ulgę, że powiedział całą prawdę i, że Nick chyba to zrozumiał. Lis nie reagował na jego słowa - dalej miał spuszczoną głowę w dół od czasu do czasu nakierowując oklapnięte uszy w stronę królika. Schował pazury, było mu już wszystko jedno. 

" Wiesz dlaczego ostatecznie zgodziłem się tu przyjechać? " Zapytał Nick przerywając głuchą ciszę. Stu pomachał przecząco głową. Nick wstał z ziemi, smutnymi oczami wpatrywał się w oczy Stu. Mimo tego był spokojny. Bardzo spokojny. 

" Namówiła mnie Judy. Nie chciałem przyjechać bo wiedziałem, że nie będę tu mile widziany. Mimo to zrobiłem to, dla niej. Mówiła, że poczuję się jak w domu. I przez chwilę wierzyłem, że tak będzie. W domu, święta były jedynym szczęśliwym okresem w moim życiu. Będąc lisem ciężko jest znaleźć jakiegokolwiek przyjaciela, kiedy byłem mały byłem prześladowany. Dlatego święta są dla mnie tak ważne. Bo wtedy nie liczy się nic... Poza rodziną. I rozumiem panie Hopps, bo widzę, że jako rodzina naprawdę świetnie się dogadujecie. I to nie tylko czuć, ale też widać. Miałem nadzieję, że nastanie jakiś świąteczny cud, który sprawi, że zaakceptujecie mnie w rodzinie... Ale widzę jak teraz miewa się sytuacja... I może ma pan rację Hopps. Bo jak agresywny, chytry lis może być z tak słodkim królikiem, prawda? Przepraszam, że zakłócam waszą harmonię, chyba będzie faktycznie lepiej jak spędzicie te święta razem... Bez mojego towarzystwa" powiedział Nick. Mówił to nadzwyczajnie spokojnie, nie wykazywał żadnych emocji. Stał się chwilowo robotem bez jakichkolwiek emocji. Stu poruszyło to co mówił lis, nie miał pojęcia o traumatycznej przeszłości Nicka. Nie wyglądał na takiego... 

" Nick, możesz zostać jeśli chcesz... "

" Nie trzeba, nie będę psuć waszych świąt. A teraz kontynuujmy to co zaczęliśmy, kulig musi się odbyć, prawda? " Zapytał lis. Stu nie odpowiedział. Wziął w dłonie piłę po czym ruszyli w głąb lasu. 


Przez resztę drogę Nick i Stu nie rozmawiali ze sobą. Szczera rozmowa spowodowała, że ich relacja zaziębiła się jeszcze bardziej. Obydwoje nie mieli nic do dodania. Stu wyczerpał ze swojej strony temat a Nick wiedząc, że nie zmieni jego zdania nie próbował nawet nawiązać jakiejkolwiek komunikacji z nim. Wiedział, że już niczego nie zdoła zmienić. Mimo to nie zmieniał obowiązków jakie miał wyznaczone - cały czas trzymał fason i mimo, że Stu tego nie widział lis również sprawdzał czy nic nie stoi na przeszkodzie aby dzieci mogły cieszyć się kuligiem.



***


Po zakończonej inspekcji trasy, Nick i Stu wrócili do gospodarstwa Hopps. Na szczęście nie stało nic na przeszkodzie aby coroczny kulig rodziny Hopps się odbył. Wciąż w nie najlepszych humorach weszli do domu zdejmując swoje płaszcze. Do ich nozdrzy natychmiast uderzył zapach pieczonych pierników - intensywny zapach tych świątecznych wypieków wypływał z kuchni. Stu poszedł zobaczyć jak się mają dzieci a Nick udał się do kuchni aby zobaczyć się z Judy. Aktualnie to było jego jedyne źródło lepszego nastroju. 


Królik w tym czasie spędzał dobry czas z mamą i dziadkami. Na blacie kuchennym znajdowały się wypełnione po brzegi upieczonymi piernikami szklane miski. Jej fartuch był cały w plamach od różnego rodzaju składników kuchennych, ale zdawała się tym nie przejmować - kiedy skończyła swoje zadanie Judy radośnie pomagała swoim przodkom w lepieniu pierogów. 

"Oh, Nick! Już wróciliście, jak było na spacerze?" Zapytała Judy widząc swojego przyjaciela. Nick nic nie mówiąc podszedł do blatu i przyglądał się miskom wypełnionymi piernikami. Wyglądały nieziemsko apetycznie. Były upieczone z lekkim rumieńcem, w różne świąteczne kształty z bliska jeszcze bardziej zachęcały do ich spróbowania swoim aromatycznym zapachem. 

"Co? Oh... Było... W porządku. Posprawdzaliśmy trasę kuligu, jest gotowa. Porozmawiałem trochę z twoim tatą... Nic szczególnego" odparł Nick. Ciężko mu było okłamywać Judy, najchętniej dawno by zamknął się w swoim pokoju i zasnął aby móc odpocząć od tego wszystkiego. Mimo to nałożył charakterystyczną dla siebie drugą twarz uśmiechając się delikatnie nie dając po sobie znać, że odbył ze Stu nieprzyjemnie szczerą rozmowę. Mimo, że uśmiechał się charakterystycznie dla niego Judy widziała w jego oczach troskę - zbyt długo go znała, aby mógł ją oszukać swoim sprytnym uśmiechem. 

"Napewno było wszystko w porządku? " Zapytała Judy podejrzliwie. 

" Tak, tylko wiesz... Zastanawiam się ile czasu zajmie nam dekorowanie takiej ilości pierników... " Odparł Nick wskazując na miski pełne ciastek. Judy uśmiechnęła się sprytnie - przyciągnęła lisa za sznurki bluzy niebezpiecznie blisko do siebie i spojrzała mu się prosto w oczy - z tej odległości jej krokusowe oczy były jeszcze piękniejsze... 

"Cóż, mamy całą noc dla siebie , nigdzie nam się nie spieszy, prawda?" Zapytała Judy. 

"Nick, Judy! Chodźcie na obiad! " Zawołała z salonu Bonnie. Judy szybko puściła Nicka po czym razem udali się na jedzenie. 


***


Po obiedzie nadeszła oczekiwana głównie przez najmłodszych atrakcja - kulig. Większa część rodziny, która nie miała nic w planach wyszła na dwór, aby zobaczyć jak trwają przygotowania do kuligu. Na początek Stu wyjechał traktorem ze stodoły - potężna maszyna zatrzymała się obok domu w kierunku drogi, która prowadziła do lasu przez który przejeżdża kulig. Jack i Max wynosili kilkanaście sań z starego magazynu, które były następnie podłączane do ciągnika. Po około 30 minutach podłączania wszystko było gotowe - powstała swojego rodzaju lokomotywa, która czekała na swoich pasażerów. Dzieciaki nie traciły ani chwili dłużej - kiedy Stu ogłosił, że można zajmować miejsca najmłodsi zaczęli od razu wskakiwać na sanki byleby zająć wygodne dla siebie miejsca. Ostatnie, największe sanki były zarezerwowane dla Nicka i Judy. 

"Damy przodem" zakomunikował lis przepuszczając przodem Judy. Królik zaśmiał się i delikatnie przejechał dłonią po jego pysku. Ten elektryzujący dotyk sprawił, że poczuł ciepło w swoim sercu. Chwilę później dosiadł się do królika - sanki sprawiały lekki dyskomfort dla niego, ale spodziewał się, że będzie gorzej. Kiedy wszyscy pasażerowie zajęli miejsca kulig ruszył w stronę lasu. 


W czasie kuligu słońce zaczęło zachodzić. Widok był naprawdę jak z bajki - kremowe niebo pomału się ściemniało, a słońce już chowało się znacznie za horyzont wysyłając swoje ostatnie promienie słońca rozświetlając las swoją ostatnią siłą. Śnieg odbijał promienie przez co w lesie było jaśniej niż zza dnia. Nick jednak nie potrafił cieszyć się tym widokiem. Był całkowicie pogrążony w myślach. Rozmowa ze Stu złościła go i smuciła równocześnie. Z jednej strony był zły na ojca Judy, który wciąż trzymał się stereotypów i nie próbował nawet dać mu szansy z drugiej martwił się, że może mieć po części rację. Co jeśli Judy faktycznie zrujnuje swoje najlepsze lata życia i przegapi moment na złożenie swojej własnej, pięknej rodziny? Do tej pory Nick nie myślał o tym tak przyszłościowo, Stu otworzył mu całkowicie nową perspektywę. Mimo, że nie chciał dopuścić do głowy myśli, że może mieć rację tak w głębi serca obawiał się, że Stu może mieć rację. 

Na krótką chwilę Judy wyrywała go z myśli szarpiąc go i pokazując mu widok na las i okolicznościowe łąki - Nick bez namysłu przytakiwał jej i wysyłał sztuczny uśmiech. Judy widziała, że coś go widocznie trapi. 

"Nick, co się stało? Jesteś zagubiony w myślach... znowu" Zapytała Judy. 

"Ja? Oh, wydaje ci się" 

"Nick, nie oszukasz mnie swoim uśmiechem. Tak właściwie od wczoraj widziałam jak jesteś zamyślony, coś cię trapi. I to nie jest zwykły stres, prawda?" Zapytała Judy. Nick westchnął ciężko - poddał się. Był już zbyt mocno zmęczony udawaniem, że jest wszystko w porządku i że wszystko jest okej. 

"Dobrze Judy, powiem ci. Ale musimy być sami, tylko we dwóch, na wyłączność dobrze?" Odparł Nick. Judy od razu się domyśliła, że musi to być poważniejsza sprawa, widziała to w jego zielonych oczach.  Lis bez powodu nigdy nie żądał rozmowy na wyłączności, chyba, że to była sprawa, która była dla niego naprawdę ważna. 

"To jest coś związanego z moim tatą, prawda?" Zapytała Judy. Nick nie odpowiedział. Westchnął ciężko i spojrzał się na również zmartwione oczy królika. 

"Wyjaśnię tobie wszystko w swoim czasie, dobrze? Tymczasem podziwiajmy widoki i cieszmy się kuligiem" odparł Nick. Judy nie była do końca zadowolona z jego odpowiedzi, ale wiedziała, że nie przekona lisa do powiedzenia prawdy tu i teraz. Oparła się głową o jego ramię i razem obserwowali zachodzące słońce. 


***


Po kolacji, kiedy wszyscy się umyli i większość poszła spać lub zajmować się swoimi sprawami w swoich pokojach Judy i Nick mieli całą kuchnię i salon wyłącznie dla siebie. Kuchnia była zbyt mała aby udekorować taką ilość pierników - Judy uznała, że będą robić to w salonie przy stole na którym jedzą. Był dużo większy niż ten w kuchni dzięki czemu mieliby większą swobodę w ruchu i nie musieli tak bardzo martwić się małym pomieszczeniem. Razem przynieśli miski pierników, a następnie całą powierzchnię blatu Judy zakryła papierem do pieczenia aby łatwo można było sprzątnąć to, co pozostanie na stole do sprzątnięcia. Kiedy stanowisko było gotowe do pracy zaczęli dekorowanie. 


Lis wyglądał dosyć śmiesznie w małym, białym fartuchu, który nawet nie sięgał mu do pasa. Tradycja rodziny Hopps jednak nakazywała noszenie fartuchów podczas pracy w kuchni do której lis musiał się dostosować. Nick nie miał nic przeciwko - nałożył bez marudzeń fartuch i mimo, że Judy za każdym razem podśmiechywała widząc lisa w przyciskającym go fartuchu mu to nie przeszkadzało. Kiedy on wyglądał w nim niezbyt poważnie, ona wyglądała jak poważny, profesjonalny kucharz, który z precyzją i duszą artysty dekorował ciastka. Było wyraźnie widać kto dekorował który piernik - pierniki Judy były pokolorowane w najczęściej fioletowo - pomarańczowych barwach. Były ozdabiane równymi do krawędzi kształtów pierników paskami słodkiego kremu, dodatkowo posypywane jadalnym brokatem. Wszystkie były ozdobione na unikatowy sposób, który powodował, że każdy piernik był wyjątkowy. Nickowi nie szło to tak dobrze. Nigdy nie był dobry w tego typu rzeczach. Nie dość, że ostatnio zajmował się takimi rzeczami kilkanaście lat temu to w dodatku narzędzia do ozdabiania były zdecydowanie za małe dla jego dużych łap. Miał początkowo problemy z wyczuciem siły, którą musi użyć aby wycisnąć z tubki tyle kremu ile chciał, ale z każdym piernikiem szło mu coraz lepiej. Kolorował pierniki głównie w kolorze zielonym oraz białym. Nie miał dużo pomysłów na ozdobę piernika więc większość ozdabiał w kształty gwiazdek, śnieżynek a nawet rysował na nich prezenty! 


Judy przyglądając się lisowi z boku widziała, że wreszcie pojawił się na jego pysku delikatny szczery uśmiech. Widziała, że sprawia to lisowi dużą przyjemność nawet mimo tego, że w porównaniu do ozdób Judy nie był na tak wybitnym poziomie jak ona. Mimo to lis po ozdobieniu wypieku odkładał go na papier i od razu brał kolejny zastanawiając się jak go tym razem ozdobić. 

"Carrots, nie jestem piernikiem, nie musisz mnie osaczać wzrokiem. Skup się lepiej na tych w misce" zwrócił uwagę Nick, kiedy zauważył jak Judy w niego się wpatruje. 

"Oh, przepraszam... Po prostu, widzę, że sprawia ci to naprawdę przyjemność" odparła Judy z rumieńcem kiedy została przyłapana na patrzeniu się w jego zrelaksowany wyraz twarzy. 

"Wiesz Carrots, kiedy byłem mały strasznie lubiłem dekorować pierniki. Robiłem to zawsze z mamą, co prawda nie piekła aż takiego nakładu, ale to były przyjemne godziny poświęcone wspólnej radości. Pamiętam, że ozdabialiśmy je nawet podobnymi kremami... Tylko, że były przystosowane do naszych rozmiarów... Te wasze są trochę... Za małe" odparł Nick przyglądając się małej tubce zielonego kremu, który już się kończył. Judy zaśmiała się biorąc do łapy tubkę fioletowego kremu przyglądając się jej - w jej dłoniach leżał idealnie. 

"Pewnie już zauważyłeś, że u nas w domu przy kuchni pracują najstarsi, ale nie zawsze tak było..."

" Naprawdę? "  Zapytał Nick. Wziął jeden z ostatnich pierników do udekorowania - ozdabiając go słuchał swojej partnerki. 

" Oh, nie! Jak byłam mała praktycznie wszyscy mieli coś do zrobienia w kuchni! Dzieci, młodzież, dorośli, każdy coś robił! No, może oprócz taty i najstarszych braci... Oni zawsze mają coś do zrobienia na podwórku. Mimo to, większość rodziny była zaangażowana w gotowanie" kontynuowała Judy. 

"Więc co się stało, że już tak nie robicie?" Zapytał z ciekawością lis. 

"Jak możesz się domyślać dzieci potrafią robić naprawdę wiele bałaganu. Na przykład podczas dekorowania pierników więcej ozdób lądowała na podłodze albo na stole zamiast na pierniki! Pamiętam jak podczas jednych świąt połowa pierników była bez jakichkolwiek ozdób!" Powiedziała Judy śmiejąc się. Nick parsknął śmiechem kręcąc głową na boki - domyślał się, że dzieci nie są najlepszą pomocą w kuchni! 

" Mimo to, rzeczą, która ostatecznie zdecydowała o tym, że wyłącznie najstarsi mogą pracować w kuchni były święta 7 lat temu. Byłam niedawno po zdaniu prawa jazdy, więc razem z rodzicami pojechaliśmy po choinkę, to był świetny moment, aby rodzice mogli popatrzeć jak prowadzę samochód! Rodzeństwo w moim wieku wtedy zajmowała się sprzątaniem domu a dzieci pomagali dziadkom. Kiedy wróciliśmy do domu zastał nas niesamowity widok...wchodząc do domu zauważyliśmy w salonie wodę, a w kuchni... Cała kuchnia była wręcz zalana wodą i warzywami!" Obwieszczyła Judy. Nick zaśmiał się głośno wyobrażając sobie bałagan jaki musiał wtedy panować. Kuchnia nie była wielkich rozmiarów więc nie dziwił się po części że gromada dzieci mogła przynieść negatywnych niżeli pozytywnych rezultatów. 

"Mama wpadła wręcz w szał kiedy to zauważyła! Nie wiedziała na kogo była bardziej zła - na dziadków, którzy nie dopilnowali dzieci czy na nich samych, które wyrządziły takie szkody! Przez te zdarzenia mieliśmy naprawdę małe porcje jedzenia na święta a w rezultacie mama uznała, że w kuchni mogą pracować tylko najstarsi...i tak zostało do dzisiaj" dokończyła historię Judy. Historia tak rozweseliła Nicka, że przez chwilę zapomniał o popołudniowej rozmowie ze Stu! Nie mógł się powstrzymać - wybuchł śmiechem starając się równocześnie nie stracić uwagi na pierniku którego teraz dekorował. Nie pomagał ponadto fakt, że Judy również się śmiała przypominając sobie reakcje Bonnie na ten widok. Na twarzy Judy był promieniujący rumieniec podkreślający jej radość, że podzieliła się tą historią z lisem.

"Cóż, przynajmniej teraz kuchnia nie topi się w jedzeniu" zauważył Nick. Kuchnia mimo tego, że była użytkowana cały dzień nie było w niej ani śladu brudu! Lis był zafascynowany kulturą pracy jaka obowiązuje w kuchni. W natłoku emocji razem sięgnęli do miski - ich dłonie spotkały się w dotyku na ostatnim pierniku jaki został do udekorowania. Judy chciała go puścić, ale Nick złapał ją w ostatnim momencie trzymając jej dłoń na ciastku. 

"Wygląda na to, że tego ostatniego wspólnie udekorujemy" zaśmiał się Nick, Judy przytaknęła ruchem głowy i zaczęli wspólne dekorowanie. 


***


Kiedy skończyli dekorować pierniki było już po północy. Ostatni piernik był najbardziej wyjątkowy - jedną połowę w fioletowo-pomarańczowe barwy ozdobiła Judy a Nick dokończył drugą stronę w zielono-białych barwach. W efekcie piernik miał jedną stronę udekorowaną starannie, z wyczuciem a drugą po macoszemu starając się nieudolnie dorównać tej lepszej połowie. 

"Tego piernika powiesimy na choinkę" obwieściła Judy wieszając go na gałęzi choinki, która była teraz ozdobiona bombkami i lampkami świątecznymi.

W domu już każdy spał, było słychać chrapanie dochodzące z pierwszego piętra, jedynie w salonie paliło się ciepłe światło. Judy i Nick pozbierali wszystkie pierniki ze stołu i delikatnie poukładali je z powrotem do misek. Naczynia ze słodkościami odłożyli do kuchni i wrócili do salonu. Zanim przeszli do rozmowy Judy przyprowadziła walizkę z prezentami na dół, aby móc porozstawiać prezenty. Nadeszła ta pora. Uklękła przy choince i zaczęła po kolei wyjmować prezenty układając je w kolejności od najmniejszego do największego. W zasadzie większość prezentów była podobnych rozmiarów bo to były upominki z podpisami, ale w zależności kto co lubił prezenty różniły się od siebie. Nick nie przeszkadzał w tej chwili. Stał przy kominku i obserwował królika, który układał prezenty. Kiedy było już wszystko gotowe obydwoje usiedli przy przygasającym się kominku, który rozgrzewał dom słabym żarem. 

Obydwoje spoważnieli. Spojrzeli sobie w oczy i toczyli pojedynek wzrokiem o to, kto ma zacząć tą trudną dyskusje. Judy chciała, żeby to lis zrobił bo była ciekawa co było powodem trosk Nicka. Lis jednak przypominając druzgoczącą dla niego rozmowę ze Stu nie chciał o tym mówić, mimo tego, że wiedział, że będzie musiał. 

"Więc Nick... Powiedz mi proszę naprawdę... Co cię trapi? Od samego przyjazdu wyglądasz na jakiegoś niepewnego" zaczęła Judy. Nick westchnął ciężko, spojrzał się na schody prowadzące na góry aby upewnić się, czy napewno nikt ich nie będzie podsłuchiwał. 

"Napewno nikt nas nie będzie podsłuchiwać? Ściany mają uszy, ty musisz coś na ten temat wiedzieć" zapytał lis. Judy ciężko westchnęła. Zrozumiała co Nick miał na myśli. W jej poprzednim apartamencie w Zootopii ich rozmowy były podsłuchiwane przez jej wścibskich sąsiadów - obawy lisa były zrozumiałe. 

"Chodź za mną" powiedziała Judy. Udali się razem w kierunku wyjścia, założyli swoje płaszcze i wyszli na dwór. 


Na podwórku było ciemno, bardzo ciemno. Księżyc słabo rozświetlał ziemie, o ile w ogóle to robił. O tej porze ozdoby świąteczne już były wyłączone. Jedynym źródłem jakiegokolwiek światła był śnieg, który odbijał błysk księżyca dzięki któremu lis i królik wiedzieli dokąd idą. Zatrzymali się pod stodołą. Judy otworzyła ją i weszła razem z lisem do środka. Włączyła wewnątrz budynku światło i zamknęła za sobą drzwi aby upewnić się, że nikt nie będzie próbować podsłuchać ich rozmowy. 


"Dobrze Nick, porozmawiajmy. Wiedziałam, że ten wyjazd może trochę ciebie przerażać, mam na myśli, że możesz się stresować spotkaniem z moją rodziną w takich uroczystościach. Ale ty wydajesz się być cały czas nieobecny... W dodatku podczas kuligu, byłeś wyraźnie przygnębiony, zdecydowanie bardziej niż wczoraj..." Zaczęła Judy. Oparła się o teraz lekko zaśnieżony traktor, który zasłużenie odpoczywał po wykonaniu swojej pracy w trakcie dnia. Nick nie wiedział od czego zacząć - miał batalię w myślach. Nie wiedział czy powiedzieć co o tym wszystkim sądzi, czy najpierw wspomnieć o rozmowie ze Stu czy obelgami w jego stronę. Miał kompletną pustkę! 

" Judy...zapytam wprost - dlaczego nie powiedziałaś swoim rodzicom, że przyjadę z tobą? " Zapytał lis. Judy otworzyła szerzej oczy a jej uszły pomału opadły za tył jej głowy. Nie wiedziała co powiedzieć, nie chciała podawać prawdziwego powodu gdyż widząc stan Nicka wiedziała, że przybije go jeszcze bardziej. 

"Oh, wiesz jakie zajęte mieliśmy ostatnie dni! Tyle prezentów do kupienia, załatwienie urlopu w ZPD..." próbowała bronić się Judy, ale Nick pomachał głową na boki. Judy zamilkła - szybko zrozumiała, że lis wykrył jej kłamstwo. Zbliżył się do niej, uklękł aby być wzrokiem na jej wysokości oczu. 

"Naprawdę Judy... Mów prawdę" powtórzył Nick. Judy przełknęła ciężko ślinę. Była w potrzasku. Wiedziała, że musi to zrobić. Nick patrzył się klasycznym dla niego wzrokiem, który mówił "rób, to co ci każę".

"Nie mówiłam im gdyż... Martwiłam się o ich reakcję. Mówiłam im wiele o tobie, ale bałam się, że mogą się nie zgodzić... Znam ich, wiedziałam, że jeśli przyjedziesz ich gościnność nie pozwoli im odmówić twojego pobytu tutaj" powiedziała cicho Judy. Nick przytaknął ruchem głowy i wydał cichy pomruk. Judy nic nie mówiła. Słuchała jego reakcji - była podejrzanie spokojna. 

"Dlaczego chciałaś abym przyjechał do twojego domu na święta? Pamiętaj Judy, tylko prawda..."  Kontynuował pytania Nick. Judy była przygnieciona ciężarem pytań, próbowała unikać kontaktu wzrokowego lisa, ale te były na tyle blisko, że nie miała jak tego zrobić. 

"Chciałam abyś przyjechał, bo myślałam, że jak pobędziesz z nimi kilka dni nabiorą do ciebie przekonania i... " 

"I...? " Powtórzył Nick. Judy nie odpowiedziała. Westchnęła ciężko i opuściła głowę w dół.  Lis odsunął się od niej i spojrzał się na nią. Była zasmucona jego pytaniami, ale wiedziała, że to nie jest najgorsza część rozmowy. 

" Judy... Zastanawiam się... Czy my... Czy my nie zbliżyliśmy się za bardzo do siebie przez ten czas... " Powiedział z trudem Nick. Judy słysząc jego słowa były jak piorun dla niej. 

"Co...?" Pisnęła cicho Judy szybko podnosząc wzrok w jego stronę wpatrując się w jego twarz. Nick westchnął ciężko kiedy to powiedział schylając głowę w dół. Bolało go to co mówił, ale po kilku ostatnich dniach nie miał innych wniosków - nie miał wątpliwości co do bliskości ich relacji. 

"Co masz na myśli, że... Zbliżyliśmy się za bardzo?" Zapytała Judy cicho. Do jej krokusowych oczy zaczęły napływać krystaliczne łzy. Udawało się jej powstrzymywać je przed spłynięciem po jej policzkach, ale wiedziała, że rozmowa będzie miała jeszcze bardziej smutniejszy przebieg. 

"Chodzi mi o to, że nie zachowujemy się jak przyjaciele, tylko jak... " Przerwał Nick wzdychając ciężko. Judy szybko zrozumiała co miał na myśli. Jej oczy otworzyły się szerzej. 

"... Jak para?" Dokończyła Judy. Nick przytaknął głową ruchem. 

"... Chociaż jesteśmy tak różni..." Dodał ponuro Nick. Słowa te były jak brzytwa dla Judy, która była zszokowana jego słowami. Nie wytrzymała - z jej oczy zaczęły spływać krystaliczne łzy a jej nos zaczął nerwowo drgać. Jak mógł ją tak ranić? Po tym jak tyle razem przeszli?

"Różni? O co ci chodzi Nick? Pamiętasz naszą rozmowę pół roku temu w Tundrówce? Powiedziałeś mi, że nie obchodzą cię nasze różnice, powiedziałeś mi, że jestem najlepszą rzeczą, która cię spotkała... To wszystko było kłamstwem?" Zapytała Judy. Zaczęła szlochać, mimo to dalej wpatrywała się w teraz smutny wzrok lisa. Nick zbliżył się do niej, jeszcze bliżej niż przedtem. Wziął w swoje dłonie jej marznące dłonie i spojrzał się w jej teraz mokre od łez oczy. 

" Oczywiście, że nie Judy! To była najszczersza prawda, gdyby nie ty... Dalej byłbym... Nikim... Otworzyłaś mi nową drogę życia i pozwoliłaś mi uwierzyć, że inni mogą widzieć w lisie coś więcej niż chytre i samolubne zwierzę... " Odparł Nick. Judy czuła zakłopotanie. Jego sprzeczające się sygnały powodowały, że nie wiedziała co lis chciał tak naprawdę powiedzieć. 

" Nick, proszę bo już się gubię... Powiedz mi naprawdę... Co do mnie czujesz, kim dla ciebie jestem?" Zapytała drżącym głosem Judy. Nie mogła wytrzymać tych emocji. Żądała konkretnej odpowiedzi bez owijania w bawełnę. Nick zaśmiał się i zbliżył się teraz tak, że jego usta były tuż przy niej - zaczęli wymieniać się swoimi oddechami.

" Moją miłością Judy... Kocham Cię " oznajmił Nick, po czym przycisnął swoje usta do jej. Judy była zaskoczona pocałunkiem, Nick był delikatny w pocałunku, jakby czekał na jej pozwolenie. Nie musiał długo czekać, ona odwzajemniła pocałunek biorąc w swoje małe łapki jego pysk przyciągając go odrobinę bliżej. 

Stali w tej pozycji przez kilka sekund ciesząc się swoim dotykiem zanim zaczęło im brakować powietrza w płucach. Odsunęli się od siebie bardzo powoli po czym Judy rzuciła się w jego ramiona. 

"Ja też cię kocham Nick!" Pisnęła radośnie Judy w jego objęciach. Nick zaśmiał się po cichu głaszcząc ją po głowie. Był niewiarygodnie szczęśliwy z tej chwili. Jego marzenie się spełniło! Judy była w jego ramionach, była jego... Wreszcie wyznał jej swoje uczucia. Niestety wiedział, że musi poruszyć kwestię Stu. 

"Judy, posłuchaj. Rozmawiałem dziś z twoimi tatą na nasz temat... Nie zgodził się na nasz ewentualny związek..." Powiedział ponuro Nick. Judy chciała coś dodać, ale nick pokazał gestem dłoni, że będzie kontynuować. 

"Ponadto twój ojciec poruszył kilka kwestii, które chciałbym z tobą poruszyć..." Dodał Nick. Judy była poważnie zmieszana jego słowami. Nie wiedziała kompletnie o co chodzi. 

"Jakie kwestie Nick?" Zapytała Judy. 

"Gdzie widzisz siebie za 5... 10 lat? Czy chciałabyś mieć dzieci w przyszłości? Własne dzieci?" Zapytał Nick. Judy była zaskoczona tymi pytaniami. Nie wiedziała jak zareagować, to były abstrakcyjne dla niej pytania. 

"Niewiem Nick... Nigdy się nad tym nie zastanawiałam... " Wyznała Judy mimo zakłopotania tym pytaniem. Do jakiej puenty dochodził lis?

"O to zapytał mnie twój ojciec. Judy, co będzie za 5 czy te 10 lat kiedy uznasz, że chcesz założyć swoją własną rodzinę, co będzie kiedy okres w którym możesz mieć własne dzieci minie a nasze uczucie wygaśnie? " Dopytywał Nick. Widok zdruzgotanej Judy sprawiał, że mu też załamywał się głos a do oczu napływały łzy. Te słowa go strasznie bolały, bo im dłużej nad tym myślał i czym głośniej wypowiadał te słowa tym bardziej zdawał sobie sprawę z racji Stu. 

" O czym ty mówisz Nick...? " Pytała zszokowana Judy. To była naprawdę ciężka dla niej rozmowa. Zaczęła się ponuro, nagle wyznali sobie miłość, wydawało jej się, że mogło być już tylko lepiej! Myliła się. Nie wiedziała o czym mówi jej lisi partner. To były dla niej abstrakcyjne pytania - nigdy nie patrzyła aż tak w przyszłość. Przecież dopiero jej kariera w ZPD się rozkręciła! 

" Judy, kocham ciebie jak cholera, ale za dużo jest w tym mnie... A za mało ciebie... Masz naprawdę fajną, dużą rodzinę, która cię kocha. Masz ogromne u nich wsparcie... Ja nie mam nic do stracenia, ale ty już tak..." Dodał Nick. Nie potrafił już jej spojrzeć się w oczy. Wpatrywał się w ziemię od czasu do czasu spoglądając na jej brodę aby upewnić się, że patrzy na niego. Ona stała jakby była porażona piorunem. Nie wiedziała co powiedzieć. Czy Nick... Wycofuje się z miłości do niej? 

"Ależ Nick... Dzieci możemy adoptować, albo spróbować zrobić swoje... A jeśli moja rodzina nie potrafi zaakceptować naszej relacji... "

"Nie Judy. Nie chcę pakować cię w coś co może być niebezpieczne dla ciebie. Nie chcę, żebyś poświęcała wszystkiego dla mnie. Chcę być z tobą, ale ty nie możesz być ze mną... Nie za wszelką cenę... " Dodał Nick. Judy otworzyła szeroko oczy a jej uszy kompletnie opadły zza głowę. To brzmiało jak ostateczny werdykt. Zaczęła szlochać słysząc jego ostatnie zdanie. Nickowi również zaczęły lecieć łzy. On również był załamany tą rozmową. Nie wiedział co więcej dodać. Stali tak przez kilka chwil, obydwoje wpatrywali się w betonowe podłoże stodoły. Chwilę później Judy rzuciła się w ponownie w jego ramiona wybuchając płaczem w jego płaszcz. 

" Ale ja Ciebie kocham Nick... Jak tak możemy żyć? " Zapytała Judy. Nick nie odpowiedział. Nie wiedział jak. Wiedział, że raczej nie ma innego wyjścia. Nie szukał innego rozwiązania - w głowie przegrał już tę walkę. Jedyne co mu pozostało to starać się żyć z tą sytuacją. Odsunął się od Judy i zbliżył się do wyjścia. Otworzył drzwi stodoły zostawiając królika samego w środku budynku. 

" Niewiem jak Judy... Ale... Czy możemy spróbować po powrocie żyć tak jak przed wyjazdem tutaj?" Zapytał Nick zatrzymując się w progu drzwi. Z zewnątrz zaczął wiać zimny nocny wiatr. 

"Nic już nie będzie takie samo Nick... Wiesz o tym" odparła cicho Judy. Nick westchnął ciężko. Wiedział, że ma rację. 

" Do zobaczenia w Zootopii Judy... " Powiedział cicho Nick po czym wyszedł. 



***


"Wiedziałaś, że tak się stanie, prawda?" 

"Tak. To było do przewidzenia od samego początku. Nie sądziłeś chyba, że zareagują inaczej?" 

"Ekh... Ale co ja mogłem zrobić, wiesz, że ten związek byłby z góry skazany na porażkę!" 

"Oh, Stu... Czasy się zmieniły, książki nie możesz oceniać po okładce! Skąd wiesz..." 

"Bonnie, ale jak ty to sobie wyobrażasz? Wiem, że nie ocenia się książki po okładce, ale... Tak będzie lepiej dla..." 

"Tego niewiesz... Stu, prawda jest taka, że to, że my nie wyobrażamy tego związku, nie znaczy, że oni tego nie robią...Chodźmy lepiej do niej" 






Link do oryginału: klik!

Autor oryginału: Blueyvs

Autor grafiki z okładki: Ślązak Grzesiek

Komentarze

Wszystkie komiksy

Legenda

¤ - W trakcie tłumaczenia
¤ - W trakcie rysowania
¤ - Dawno nieaktualizowane, brak informacji o dalszych częściach
¤ - Wstrzymane bądź niedokończone
¤ - Zakończone

Najpopularniejsze komiksy miesiąca